piątek, 21 marca 2014

Trzydzieści sześć miesięcy..., czyli czym jest dla mnie pierwszy dzień wiosny

Dobrze pamiętam ten poranek. Wstałam z łóżka, by odsłonić okno. Poczułam, że coś nietypowego dzieje się z moim ciałem. Czegoś podobnego nie czułam nigdy wcześniej podczas ciąży. Zadzwoniłam do Męża do pracy, żeby powiedzieć Mu o swych podejrzeniach. Wszystko wskazywało, że to jest TEN dzień. Moje Dziecko nadchodzi!

Mimo ogromnej ekscytacji i niepewności, zupełnie nienormalnie jak na moje skłonności do paniki, byłam spokojna. Zapewniłam Męża, żeby nie spieszył się, bo pewnie to dopiero pierwszy sygnał i nie musimy wpadać w panikę. Krążyłam sobie spokojnie po mieszkaniu.

Pamiętam dokładnie jak oświetlające promienie wiosennego słońca obnażyły lekką warstwę kurzu w sypialni na komodzie. Bez chwili wahania chwyciłam za ścierkę i zaczęłam sprzątać. Potem zabrałam się za mycie podłogi. Włączyłam zmywarkę. Tak bardzo chciałam, żeby było idealnie. Przecież w tym domu, już za moment, już zupełnie niedługo będzie mały Człowiek. Moje Dziecko. Dlatego musi być czysto! Ogarnęłam co się dało. Gdyby nie brzuch pewnie zdołałabym poprzestawiać meble, a może nawet umyć okna. Słońce bezlitośnie obnażyło zaniedbania z ostatnich tygodni... Wtedy czułam, że musi być doskonale. W końcu nie codziennie rodzi się nowy członek rodziny.

W tym czasie mąż dotarł do mieszkania. Widziałam, że jest przejęty. Zasugerowałam Mu, żeby zachował spokój i bez pośpiechu zjadł śniadanie, a ja w tym czasie zrobię sobie makijaż. Czas mijał, a mi wcale nie spieszyło się. Zupełnie nie myślałam, że od paru dni chodziłam z trzy centymetrowym rozwarciem. Teraz jak o tym myślę, czuję ogromny niepokój. Tym bardziej, że przed nami było wiele kilometrów do pokonania, bo chciałam rodzić w mieście, w którym wcześniej mieszkałam. Dopiero, gdy poczułam pierwszy przeszywający ból doznałam olśnienia, że nie ma żartów. Czas się zbierać.

Pamiętam nasze dobre humory podczas jazdy samochodem. Jeszcze zanim dotarliśmy do szpitala wstąpiliśmy do naszego małego, dawnego mieszkanka. Tam wzięłam prysznic i bez pośpiechu pojechaliśmy do szpitala. Bóle pojawiały się, ale nie sądziłam, że poród nastąpi szybko. Ginekolog mówiła, że takie szybkie akcje są tylko w filmach. Wierzyłam jej.

Na izbie przyjęć już nie było mi tak pogodnie i wesoło. Moje pozytywne nastawienie szybko zderzyło się z rutynowym i zniecierpliwionym zachowaniem personelu. Najchętniej zapomniałabym o tych chwilach i kontakcie z tymi znużonymi i podłymi paniami. Straciłam entuzjazm i pewność siebie. Dopiero, gdy przeszłam na porodówkę poczułam lekką ulgę.

To był cudowny słoneczny dzień. Słońce przedzierało się przez okna. Chwilami wręcz nas oślepiało. Byliśmy z Mężem sami w pokoju porodowym. Pamiętam, gdy w pewnym momencie opierając się o jego ramiona wysapałam, że następnym razem chcę mieć cesarskie cięcie, bo nie wytrzymam tego bólu. To jest straszne, okropne i nie do zniesienia. Przeraziła mnie myśl, że nie ma odwrotu, że nie mogę uciec, że nikt nie zrobi tego za mnie. A tak bardzo bolało.

Odmawiałam położenia się. Chciałam chodzić i urodzić tak jak czułam. Niestety położna zmusiła mnie do ułożenia się na łóżku. Mąż był przy mnie cały czas. Tak się wczuwał w moje parcie, że w pewnym momencie, jak zrelacjonował mi później, zrobiło Mu się ciemno przed oczami... Kochany.

Po kilkunastu minutach, w samo południe moje Dziecko, moje wymarzone Dziecko leżało już na moim brzuchu. A ja w tej rozpromienionej wiosennym słońcem sali byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Mimo wielu zastrzeżeń do położnej i lekarza byłam wtedy im bardzo wdzięczna. Tak bardzo cieszyłam się, że mój Okruszek tak szybko wyszedł i jest teraz tu z nami. Mogłam Go przytulać, całować i powtarzać jak bardzo Go kocham! Mimo tych wszystkich niedogodności i zastrzeżeń, to były najcudowniejsze chwile w moim życiu. To jest największy cud jakiego doświadczyłam.

Pierwszego dnia wiosny zawitała do naszego życia najpiękniejsza wiosna. I choć czasem bywa pochmurna i deszczowa... jest pięknie!

7 komentarzy:

  1. Zawsze wyję jak czytam opisy porodów.
    Pięknie to opowiedziałaś.
    Wszystkiego naj dla synka.

    OdpowiedzUsuń
  2. o jacie ale cudnie! tak bardzo chciałam poczuć coś TAKIEGO. niestety wraz z "kapnięciem paru kropel wód" dostałam boli krzyzowych, które trwały i trwały i nic nie było piękne i nic mnie nie cieszyło

    nejlepszego dla Malego :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja pamiętam ból okropny, ale wystarczyło pierwsze spojrzenie w te małe oczka i wszystko inne przestało się liczyć. Wszystkiego najlepszego dla. synka

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie to naprawdę opisałaś,ja swój poród wspominam dość dobrze:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas:)
Zapraszam ponownie;)