środa, 17 lipca 2013

Spokój moim przyjacielem

Mój Młodzieniec upodobał sobie ostatnio wywoływanie zgorszenia na matczynej twarzy. A to lubi straszyć mnie plastikowymi pająkami lub jakimiś równie paskudnymi robalami (choć to akurat jest naszą wspólną zabawą, a ja wdzięcznie staram się bać), a to zlizuje co popadnie (np. lustro w sklepie), albo robi różne inne rzeczy, które jak sam wie nie są przez rodziców mile widziane.

Przez pewien czas, choć wcześniej nie robił tego wcale, pakował wszystko co możliwe do buzi. Z ząbkowaniem to raczej nie było związane, bo do kompletu brakuje nam jedynie jednej piątki, która jest już praktycznie na wylocie. A przypuszczam, że z potrzeby zwrócenia na siebie uwagi, albo wywołania u matki pożądanej reakcji. Szczególnie podczas nudnej jazdy wózkiem.

Moje prośby i tłumaczenie nie pomagały zupełnie. Wręcz przeciwnie, im bardziej ja byłam nakręcona, tym Maluch bardziej uradowany ze swego gorszącego zachowania. I co się okazało. Zmiana reakcji zdziałała cuda. Wystarczyło pokazać Maluchowi, że jego zachowanie nie wzbudza we mnie żadnej emocji, a przestało być ono tak kuszące i fajne.

Choć dziś w piaskownicy ciężko było mi pohamować swe zapędy, byłam konsekwentnie "obojętna", gdy Maluch zaczął smakować piasek wprost z łopatki. Wiłam się w środku bardzo. Jak "czyste" są piaskownice, wszyscy bywalcy placów zabaw dobrze wiedzą. Jednak na szczęście, moje opanowanie zniechęciło Młodzieńca do dalszych prób. Tylko raz zwróciłam uwagę mówiąc, że piasek jest bardzo brudny i nie służy do jedzenia. Potem skierowałam wzrok w innym kierunku. Zadziałało.

Kolejny raz przekonuje się, że najprostsze rozwiązania są najskuteczniejsze. Im mniej słów i rozgorączkowania, tym lepiej. Tylko, żeby jeszcze ktoś stał przy mnie i przypominał mi o tym w tych różnych emocjonujących momentach....

7 komentarzy:

  1. To prawda. Kontrolowane ignorowanie to najlepsza metoda na niegrzeczne zachowanie. U nas, przy starszym synku działa. Jak będzie przy młodszym - nie wiem. Jest jak kot - ma swoje pomysły, ścieżki i niektóre metody zastosowane przy starszym synku spływają po nim jak woda po kaczce :) Na razie go rozgryzam i powoli dochodzę do tego co działa w jego przypadku. Najważniejsze to obserwować dzieci i nie dać ponieść się emocjom (chociaż wiem, że to trudne). Damy radę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. wow! podziwiam! :D
    chociaż u nas pchanie paluchów do buzi owszem. ostatnio nawet bardziej a zebiska już wszystkie są! im wiecej mówilam , ze nie wolno tym więcej wkładał do buzi az do 2 rączek :/ przestałam mówiąc więc bacznie obserwował mnie - czemu nic? i co ? i przestaje.. ewentualnie jak widzę, że wkłada do buzi np. kredki :/ to mowię, że to niebezpieczne i dlaczego i wtedy słucha..

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój uderza głową w co popadnie i czeka na moje reakcje. I faktycznie coraz rzadziej to robi odkąd przestałam się gorączkować za każdym razem. Co za dziwne stworzenia z tych naszych maluchów.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój też lubi widownię do takich ekscesów :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ano tak to działa. Podobnie jest z ciskaniem sie na ziemię w sklepie gdy nie chcemy czegoś kupić. Najlepiej udawać, że wychodzimy . Maluch bardzo szybko podąży za nami

    OdpowiedzUsuń
  6. Maluchy lubią zwracać uwagę na siebie, a wiedzą, że dokonają tego w sprawdzony sposób, po raz kolejny robiąc coś, co wcześniej zwróciło naszą uwagę.
    Jak gdzieś przeczytałam, dla dzieci najgorszą karą jest brak kontaktu, reakcji czy obojętność ze strony rodzica, dlatego próbują wywołać jakąkolwiek reakcję u nas, nawet negatywną - dla nich jest istotne, że... reagujemy.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas:)
Zapraszam ponownie;)