czwartek, 18 lipca 2013

Męczące oczekiwania dorosłych

Chyba przestanę lubić place zabaw. Gdyby nie fakt, że Maluch bardzo lubi towarzystwo i zabawę z innymi dziećmi, omijałabym te miejsca szerokim łukiem. Mężu już ma wymówkę. Twierdzi, że to nie na Jego nerwy. Tiaaa, a ja lubię wyzwania... poza tym wyboru nie mam.

I tak nasłucham się i naoglądam różnych dziwnych sytuacji. Pewnie minę mam przy tym mocno ogłupiałą. Tymczasem nadziwić się nie mogę, gdy słyszę komendy dorosłych (tu głównie babcie wiodą prym) kierowane do swych maluchów:
- daj chłopcu łopatkę on się tylko pobawi, nie zabieraj, nie dotykaj,
- bądź grzeczny, zobacz jaki grzeczny jest ten chłopiec,
- nie płacz, taki duży/duża i płacze, a inne dzieci nie płaczą,
- ty zawsze tak, ty nigdy itp.,
- no powiedz jak się nazywasz,
- no powiedz ile masz lat,
- no przywitaj się,
- a zrób pa pa,
- daj rączkę chłopcu,
- a powiedz wierszyk,
- a zaśpiewaj itp.

O co chodzi pytam? Ja rozumiem, że należy być w pobliżu dziecka, gdy bawi się na placu zabaw lub w piaskownicy. Sama jednym okiem łypie na moje Młode. I nadal miewam dylematy kiedy jest potrzebna moja interwencja. Ale pytam, czemu mają służyć te komendy.

Ja również pękam z dumy, gdy mój Maluch popisuje się śpiewając piosenkę lub mówiąc wierszyk, ale nie widzę potrzeby, aby uparcie nakłaniać Go do takich występów. Dziecko to nie małpa w cyrku. Żal mi dzieci, które wiecznie muszą coś robić pod dyktando. Muszą sprostać czyimś oczekiwaniom i tak wiecznie nie są wystarczająco dobre.

Najlepsze w tym wszystkim jest łatka często przypinana mojemu Maluchowi, bo On taki "grzeczny", a ty Michałku, Amelko, Oliwko, Piotrusiu, Jacusiu nie. Fakt Mały Bu jest z tych skupionych na drobiazgach. Może naprawdę długo siedzieć w piasku przesypując go lub jeżdżąc po nim koparkami. Zresztą oglądanie, dotykanie i nazywanie różnych pojazdów to nasza codzienność. Pełnia szczęścia jest wtedy, gdy podczas spaceru spotyka kompana do takiej zabawy. Uwielbia także grać w piłkę i jeździć swoim samochodem-odpychaczem. Ma również dużo frajdy z obserwowania wszelkich żyjątek - mrówek, pająków, ślimaków, ptaków... To jest to co naprawdę lubi. Z reguły są Mu obojętne pozostałe atrakcje na placach zabaw. Lubi jednak obserwować inne bawiące się dzieci. No, kurcze jest taki właśnie "grzeczny". Ale czy dzieci, które dla kontrastu biegają, skaczą i wariują są gorsze? Nie. Mają inny temperament. Przecież każde dziecko, każdy dorosły to indywidualność.

Irytuje mnie usilne dostosowywanie dziecka do swoich potrzeb, bo tak trzeba, bo tak robią inni, bo tak jest ładniej, bo mama, tata, dziadek, babcia tego oczekują. To tak jakbym stała nad swym Maluchem i uparcie namawiała do tego by korzystał z różnych sprzętów, bo inne dzieci tam są. Nie rozumiem również usilnego nakłaniania malucha do wylewnego witania, żegnania, odpowiadania na pytania. I udowadniania nie wiadomo czego.

Mały Bu chyba podświadomie unika upierdliwych, starszych pań. Wczoraj bawiąc się w piaskownicy zawołał mnie i zakomunikował - "Bu nie lubi tej pani, Bu nie lubi tej pani, Bu nie lubi tej pani" wskazując na jedną, bez końca gderającą babcię. W końcu niemal płaczliwym głosem powiedział głośno "Mama to jest Baba Jaga". I na tym skończyła się zabawa. W trybie przyspieszonym ewakuowaliśmy się z piaskownicy...




20 komentarzy:

  1. Ja czasem tylko czekam na "baczność i spocznij" od rodzica do dziecka :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam takiego jednego ojca, który mniej więcej w taki sposób przemawia do swej córki:/

      Usuń
  2. Mogę się mylić, ale mam wrażenie, że te wszystkie "babcie" (i nie tylko) po prostu powielają jakieś takie zachowania ze swojego dzieciństwa. Ja strasznie nie lubię takiego oceniania powierzchownego bardzo. Niektóre dzieci są wygadane, inne biegają jak szalone, a jeszcze inne bawią się cichutko. Każdy człowiek jest inny i nie można od dzieci wymagać, aby się zmieniły, bo NAM tak pasuje. To chore. I przez to się rodzą kompleksy, czy nawet niepewność siebie w przyszłości. Etap placu zabaw jeszcze przede mną, ale już się boję na samą myśl, kogo my tam spotkamy.. ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. To są jakieś zachowania przekazywane z pokolenia na pokolenie. Czasem podobne hasła słyszę od zupełnie młodych rodziców.

      Usuń
  3. Etap placu zabaw też jeszcze przed nami, ale też nie nastraja mnie to zbyt optymistycznie. Może spróbujemy bladym świtem albo pod wieczór? Może Baby Jagi już wtedy odlecą? ;-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze to unikać Baby Jagi:) Bardzo prawdopodobne, że wczesnym świtem lub późnym wieczorem straszy w innych miejscach niż place zabaw;))

      Usuń
  4. Plac zabaw to w ogóle temat rzeka. Można by niejeden doktorat z zakresu socjologi czy psychologi napisać ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. aj te place zabaw. zawsze uważałam, że na plac zabaw idzie się dla dziecka i jak tam jesteśmy to biegam za moim maluchem. jeśli chce się ślizgać to się ślizgamy, jeśli chce do piaskownicy to do piaskownicy (jeszcze jest za mały żebym mogła usiąść na ławeczce i obserwować).
    niestety czasem muszę powiedzieć, żeby nie zabierał dzieciom zabawek (bo robi to zawsze) albo muszę zaproponować mu inną zabawę jeśli ślizgawka jest zajęta.
    mimo wszystko idę w to miejsce dla niego. nie po to żeby się nim chwalić jaki jest grzeczny czy sprytny.

    nie potrafię zrozumieć przede wszystkim babć, które ciągle czegoś zakazują na placu zabaw, "nie wchodź tam" "nie huśtaj się teraz" "nie będziesz zjeżdżał na zjeżdżalni"

    kiedyś nawet zaproponowałam, że popilnuję dziewczynki na zjeżdżalni, bo akurat tutaj się bawimy, ale jej babcia z niemiłym uśmiechem powiedziała, że "NIE, ona nie będzie zjeżdżała".

    jak Nessie napisała - to temat rzeka ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. ten etap jeszcze daleko przed nami, ale ja już mam czasami dość sąsiadek, a nawet jakiś nieznajomych babć- o jaki on fajniutki, a już siedzi, chodzi?
    A mój wnuk jak miał...
    Kurcze czy to jakiś konkurs czy co.
    Nie lubię też jak ktoś chce Jaśkowego głaskać, gilgotać itp. - on się boi, a one tego nie rozumieją, czy co?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam na to rade - pomiziać babiszona tak samo jak mizia dziecko - gwarantuje sukces! :D

      Usuń
    2. MaMMa ubawiłaś mnie tym mizianiem!:))))) Na szczęście nie zdarzało mi się to zbyt często, ale przy najbliższej sposobności pokusiłabym się o taką reakcję:))))))

      Usuń
  7. oo tak, takie na pokaz - co to dziecko nie potrafi , albo wywlec najgorsze zachowania przed obcym - ja się pytam czemu ma to slużyć ??
    ja ostatnio nie mam żadnych ciekawych dyskusji.. jakoś nie ubolewam nad tym. a przepraszam dziś jedno zdanie do chłopca, który centralnie sypał Muminkowi piach w oczy i to złośliwie. Matka siedziała obok zaczytana i chyba nie widziała, albo nie chciała widzieć w sumie była już matką trójki chłopców w wieku 3,5, 2,5 i 1..

    OdpowiedzUsuń
  8. ja nie chodzę na place zabaw często. zresztą, Czarek woli inne miejsce. Poza rodzicami/ babciami jeszcze wkurza mnie brak cienia :O

    OdpowiedzUsuń
  9. O biedny Buu.Musiała go ta baba jaga wystraszyć.
    My ostatnio na wyjeździe bywaliśmy na takich placach non stop bo Ala zachwyciła się ich urokiem.
    Tu troszkę odmienne panowały reguły bo rodzice oblegali ławki, nie zwracając uwagi na swoje pociechy. Wzdychali tylko czasem że leżaczki były by w takiej sytuacji idealnym rozwiązaniem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Co za wspaniałe dziecko:) Starsze panie bywają naprawdę koszmarne -to podejście jest tak antypedagogiczne- porównywanie ciągle do innych i tresura jak w zoo. Mam bardzo podobne odczucia..Mój maluch też jest skoncentrowany na drobiazgach, ale to głównie przy obcych ludziach się robi wyciszony i bawiący grzecznie zabawkami. Gdy jest sam na sam z matką to zupełnie inna bajka:)

    OdpowiedzUsuń
  11. O, piaskownice - temat na czasie:) Ja uwielbiam rodziców, którzy wyjmują mojej córze z ręki zabawkę swojego dziecka i usilnie namawiają swoje dziecię, by się właśnie ta zabawką bawiło. Nadmieniam, iż zabieramy ze sobą nasze zabawki i każde dziecko może się nimi bawić bez przeszkód. Więc jaki problem, by Maja pobawiła się zabawkami innych dzieci?

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja to w ogóle raz usłyszałam od mojej sąsiadki, która notabene ma trójkę dzieci, że ona swoim dzieciom nie pozwala(!) bawić się w piasku, bo tam jest mnóstwo odchodów kocich i zarazków.Może i jest, ale byłam zaskoczona jej podejściem.Przecież dzieci lubią pisakownicę i piasek.Nie wyobrażam sobie iść na plac zabaw i za każdym razem mówić dzieciom, że nie mogą dotykać piasku.Paranoja jakaś...
    A od starszych pani to wiecznie słyszę: nie wolno, bo się pobrudzisz itp.I wkurzające jest porównywanie dzieci-nawet dla samych dzieci jest to poniżające.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, najlepsze są teksty "nie dotykaj, bo się pobrudzisz";))) A porównywanie to chyba jakaś epidemia u ludzi z tamtego pokolenia.

      Usuń
  13. Będę zaglądać ;)

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zaglądamy tu! Zaglądamy i zapraszamy na www.tip-styl.blogspot.com
    - moda dla dzieci to nasza pasja.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas:)
Zapraszam ponownie;)