wtorek, 25 czerwca 2013

Odpowiedzialność

Tak już mam, odkąd jestem Mamą, że nie potrafię przestać martwić się o Dziecko. W zasadzie nie mam od tego odpoczynku, czy jest rano, czy południe, czy wieczór czy też w końcu noc i tak mam w głowie, czy wszystko jest w porządku. Nawet podczas snu jednym okiem łypię czy nie jest mu zimno, czy gorąco, czy wygodnie itd. Nie potrafię, zresztą, już nie mogę, a może nawet nie chcę uwolnić się od tego myślenia. Tak mam.

Tak mam również w kwestii swego bezpieczeństwa. Zresztą mężowego również. Czy to jest nadmierna odpowiedzialność czy już obsesja? Myślę o nas jako nierozerwalnej całości i pragnę, żebyśmy byli zdrowi, szczęśliwi i jak najdłużej razem. Nigdy wcześniej nie dbałam o nasze zdrowie tak gorliwie jak dbam obecnie. Pilnie strzegę naszych talerzy (no dobra, szaleństwa zdarzają się czasem). Badam się, dbam o siebie. Mam zadanie do wypełnienia. Nie mogę zawieść. Chcę być do dyspozycji. Chcę zapewnić Synowi spokojne i ciepłe dzieciństwo.

Myślę, że nie ma większego stresu i odpowiedzialności jak wtedy, gdy ma się Dziecko. Pamiętam, gdy dotarło to do mnie. Był to pierwszy dzień w domu po porodzie. Mężu poszedł do pracy, a ja zostałam sama z moim maleńkim Synem. I wtedy uświadomiłam sobie, że nie da się już pójść na wagary lub wziąć urlop na żądanie. No cholera nie da się. Nikt mnie nie wyręczy z bycia matką. I nie da się tego załatwić po łebkach, jak niektóre zaliczenia na studiach. Zrobiło mi się ciężko na sercu. Nie ma ucieczki. Nie ma ściągi, nie ma wagarów, nie ma urlopu... I pewnie lekko nie będzie. I nie będzie zmiłuj. Po chwilach chlipania w rożek Syna doznałam olśnienia. Ale kto nie da rady. Ja? O przepraszam, dam radę. Dla tego małego Człowieka, który wyszedł kilka dni temu z mojego ciała. Dam. I dałam. A teraz ta troska o Niego stała się częścią mojego ja. I dobrze mi z tym. Czuję się taka poukładana w środku. Taka ważna, taka... odpowiedzialna. Choć przyznam, że czasem ta ciągła troska, czuwanie i myślenie o bezpieczeństwie Malucha przytłacza ogromem odpowiedzialności i powagi. I chciałoby się wówczas wyskoczyć, gdzieś za mury szkoły na wspólną z koleżankami fajeczkę...

Gdy pomyślę czym przejmowałam się zanim na świat przyszedł Maluch to śmiać mi się chce. Czasem zdarza mi się skupiać na bzdurach, ale gdy ochłonę, uświadamiam sobie, że największe szczęście już mam. Jedyne moje zmartwienie, żeby nic tego szczęścia nie zmąciło.


14 komentarzy:

  1. Ja też tak mam :) Cieszę się i dziękuję za to, że tak zgrabnie to wszystko ujęłaś. Ja też czasami czuję się przytłoczona tą odpowiedzialnością, tym nadmiarem decyzji, które trzeba podjąć każdego dnia. Moje chłopaki to "żywe srebra", ale nie oddałabym tego za żadne skarby. I wiem, że każda z nas da radę. Trzeba sobie to tylko odpowiednio poukładać. Pozdrawiam ciepło i życzę siły :)
    http://gniazdowanie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. czuje dokładnie to samo :D
    za każdym razem kiedy zostawiam go nawet z siostrą czy z dziadkami cały czas myślę co się dzieje w domu

    OdpowiedzUsuń
  3. dokładnie, rodzina jest najważniejsza i tak bardzo utwierdza w przekonaniu, że nic co materialne nie zastąpi tej bliskości!

    OdpowiedzUsuń
  4. A potem gdy dziecko rośnie, myślisz , że będzie spokojniej, mniej zmartwień... i nic z tego :) Tak już będzie zawsze. Nasza troska o dzieci, męża, rodzinę... nie ma końca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pocieszyłaś mnie;) Ale wiem, że masz rację:D

      Usuń
  5. Eh, chyba ze mną będzie podobnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Na początku bardzo się przejmowałam, ale jakoś czułam, że te lęki bardzo mnie ograniczają i ciężko pracowałam nad tym, aby to zmienić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest. Ja również staram się zmienić swoje myślenie, ale tak jak napisałaś, jest to ciężka praca. I bardzo trudno jest uzyskać pożądany efekt.

      Usuń
  7. Faktycznie każdy rodzić tak ma a matka to już podwójnie.
    I ciągle o wszystkim myśleć musi, czy kaszy starczy do jutra, czy spodnie zdążą wyschnąć czy aby katar przejdzie na pewno.
    Ale ja też lubię to wszystko i wolę od tego niebycia, które trwało zanim Ala przyszła na świat.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadza się.Dziecko uczy nas wielu rzeczy i przy nim jesteśmy gotowe na wiele niż nam mogłoby się wydawać kiedykolwiek...

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo mądry i głęboki post. Tak to już z nami jest, mamami:) Dziecko sprawia, że zapominamy o sobie, o wewnętrznym egoizmie i jesteśmy gotowe na duuuże poświęcenia.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas:)
Zapraszam ponownie;)