środa, 17 kwietnia 2013

Pośpiech i znieczulica

Od momentu, gdy Mały Bu zrezygnował z wózka na rzecz pieszych spacerów, nasze wędrówki stały się wielką przygodą, a czasem wręcz walką o swoje miejsce w ruchu ulicznym. Po tym jak dziś pewna pani trąciła mojego Malucha niesionym przez siebie tobołkiem, tracę wiarę w rozsądek i wyobraźnię innych. Owa pani nie dość, że potrąciła Dziecko, to nawet nie raczyła odwrócić się, gdy zwróciłam jej uwagę. Na szczęście Małemu nic się nie stało.

Bądź co bądź, mały Człowiek jadący w wózku jest w bardziej bezpiecznej sytuacji, niż idący za rękę z dorosłym. Do szału doprowadza mnie pośpiech i nieuwaga ludzi. Rzadko zdarza się, żeby dorosły idący z naprzeciwka ustąpił nam miejsce, mając na uwadze, że Maluch trzymany wprawdzie przez mamę za rękę, dopiero rozpoznaje otaczający go świat. Ponadto, co tu dużo mówić, Człowiek o wzroście poniżej jednego metra, marne ma szanse na brak uszczerbku w zderzeniu z osobą dorosłą. Tylko jedno przychodzi mi do głowy - znieczulica.

I tu nie chodzi tylko o miejsca typowe, gdzie raczej chodzą ludzie zapracowani i zabiegani. Podobne sytuacje zdarzają się w parku, czy w alejce prowadzącej na plac zabaw. Mam radary wokół głowy, bo jeśli nie pieszy, to szalony rowerzysta się trafi albo dziewczynka bez opieki śmigająca na rolkach.

Podobnie sprawa ma się z przechodzeniem przez ulicę, mam na myśli miejsca, gdzie brak sygnalizacji świetlnej. Czy z Dzieckiem w wózku, czy na rękach, mogę tak stać jak ta sierota i czekać, aż ktoś zlituje się nad nami i zatrzyma na pasach. A to już nie te czasy, gdy to ja wymuszałam pierwszeństwo. Teraz nawet idąc sama do sklepu stoję grzecznie i czekam. Chyba, że szczęśliwie na przejściu pojawi się inny przechodzeń, wtedy idziemy razem. Wychodzę bowiem z założenia, że ostrożności nigdy dosyć, a ostatnie wypadki z potrąceniem pieszych działają na moją wyobraźnię. Wystarczyłoby trochę więcej życzliwości. Zauważam, że na takie zachowania mogę liczyć głównie ze trony innych rodziców, bo zazwyczaj tylko samochody z dzieckiem w środku, zatrzymują się przed przejściem dla pieszych.

Nie chodzi mi o to, że jako matka idąca z Dzieckiem oczekuję jakiegoś szczególnego traktowania. Wystarczy mi trochę wyobraźni i empatii ze strony innych, szczególnie dorosłych. Myślę, że dzięki temu ci, którzy pędzą nie spóźnią się, a ci którzy nie chcą widzieć zobaczą więcej. Pamiętam, gdy dawno temu śpiewano "wszystkie dzieci nasze są...", więc troszczmy się o ich bezpieczeństwo i traktujmy z uwagą. 



17 komentarzy:

  1. O tak, to przejście na pasach to masakra... Możesz stać i godzinę, nawet L-ka już się nie zatrzyma, brak kultury zupełny i teraz serio mówię. Jak ja jechałam to zawsze przepuszczałam, nieważne, czy był jeden, czy matka z dzieckiem, czy staruszek.
    Ale i tak zauważyłam, że częściej się kobiety zatrzymują, niż faceci, którzy cały czas gdzieś pędzą...

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba bym nie wyrobiła i zasunęła tej babie kopa :/ Od razu by się odwróciła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierz mi, że miałam ogromną ochotę to zrobić, ale musiałabym na chwilę swojego Malucha stracić z oczu...

      Usuń
  3. Sprowadziłaś mnie na ziemię tym postem. Myślałam, że dużo, dużo się zmieniło od czasu kiedy to ja chodziłam z moimi maluchami.
    Mimo wszystko ciesz się każdą chwilą, dzieci tak szybko rosną :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedyś walczyłam z sąsiadką, która miała idiotyczny zwyczaj wypuszczania dużego psa (WYŻLA) samopas. Pies biegał po kilka godzin sam, bez kagańca. Baba nie rozumiała, ze moje półtoraroczne dziecko mogłoby nie przeżyc zderzenia z takim wielkim psem. Tłumaczyłam, prosiłam - bezskutecznie. W końcu nasłałam dzielnicowego i był wielki foch. Bo jak ja mogłam. Ano mogłam, bo bezpieczeństwo dziecka jest ważniejsze. A poza tym mam uczulenie na głupotę połączoną ze znieczulicą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Psy to moja zmora. Niejednokrotnie dzwoniłam do straży miejskiej z interwencją. Bezpieczeństwo dziecka jest najważniejsze!

      Usuń
    2. wkurzające jest to, że takie służby najczęściej bagatelizują problem "bo przecież nic się nie stało"

      Usuń
  5. w moich rejonach, ustąpienie kobiecie z dzieckiem..? tak było za PRL-u.Teraz pomarzyć tylko.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmm.. różnie to bywa, ale u mnie jednak często auta się zatrzymują, a muszę przechodzić przez ruchliwą dwupasmówkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda różnie bywa.
      Widocznie ja trafiam głównie na ignorantów ulicznych albo na takie miasta.

      Usuń
  7. Dlatego właśnie wolę wsadzić małą do samochodu i pojechać do lasu. Nie dość, że więcej tlenu, to czuję się tam bezpiecznie.
    A chamstwo na drodze, chodnikach i w sklepie to temat rzeka.
    Pozdrawiam Mio

    OdpowiedzUsuń
  8. ja się odzywam zawsze ale chyba za cicho bo takie pędziwiatry biegną i udają , że nic nie słyszą..
    dobrze, że rzadko spotykam się z czyms takim póki co.. brrr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej unikać takich miejsc i sytuacji, ale czasem zwyczajnie się nie da.

      Usuń
  9. niektórzy ludzie są tak beznadziejni, że słów szkoda

    OdpowiedzUsuń
  10. Ludzie potrafią zachowywać się zupełnie po chamsku. Nie dość, że idą w cały świat, nie zważając na maluchy, to ile razy spotkałam się np. z wulgarnymi tekstami w obecności matki z dzieckiem. Nie wiem, skąd się tacy biorą!

    OdpowiedzUsuń
  11. Niestety czasem i Mamy są sobie winne, bo jak przysłowiowe "święte krowy" się zachowują. Z postawą "należy mi się". Zajmowanie całego chodnika, tamowanie ruchu. Krzyki i pretensje zamiast dyskusji, sugestii. Różnie to bywa :)
    U nas się zatrzymują raczej, dłużej niż 3-4 minuty nigdy przed pasami nie stałam.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas:)
Zapraszam ponownie;)