czwartek, 7 lutego 2013

Mistrzyni czarnowidztwa

Dziś rano miał przyjechać po nas Mężu. Tak byliśmy umówieni. 
Po drodze miał załatwić swoje sprawy i około godziny 10 być na miejscu.

Pierwszy raz zadzwoniłam do Niego przed 9. Abonent poza zasięgiem. Wtedy nic nie robiłam sobie z tego. Potem zadzwoniłam jeszcze za kilkanaście minut. To samo. Pomyślałam sobie, że pewnie mając do pokonania około 80km, jedzie teraz przez las i nie ma zasięgu.

Minęło pół godziny znowu dzwonię. Ten sam sygnał "abonent poza zasięgiem". Zaczynam panikować. Śnieg sypie jak szalony.

Dzwonię do teścia. Mówi, że widzieli się pół godziny temu przed wyjazdem. Pewnie nie wziął telefonu.
Za 10 minut dzwoni teść i mówi, że też nie może dodzwonić się. I dzwonił wiele razy. Przypuszczamy, że Mężunowi padł telefon. Chyba, że coś się stało w końcu są takie ciężkie warunki na drogach. Słabo mi.

Dzwonię kolejny raz i kolejny i kolejny i tak przez następną godzinę.
Nie chcę już pisać jakie myśli krążyły mi po głowie. Byłam załamana. Dlaczego nie odbiera? Dlaczego nie zadzwonił do mnie, że już wyjechał, albo, że będzie później. W międzyczasie wysłałam sms, brak potwierdzenia odbioru... Brak jakiejkolwiek reakcji. A śniegu coraz więcej i nie przestaje padać.

Patrzę na Synka i płakać mi się chce.
Jak nic. Coś się stało. Tym bardziej, że miał być rano, a już zbliża się południe...
W myślach sobie obiecuję, że gdy wszystko dobrze się skończy, nie pokłócę się z Nim nigdy więcej i będę lepszym człowiekiem. Niech tylko już przyjedzie. Mija jeszcze wiele nerwowych chwil podczas, których znowu dzwonię. I znowu to samo.

Po czym słyszę silnik samochodu. Patrzę podjeżdża pod dom. Samochód cały. Mężu cały. Ulga.
Trudno uwierzyć, że jeszcze przed kilkoma minutami bałam się, że coś się stało, a teraz patrzę jak idzie sobie jakby nigdy nic.

I co się okazało. Telefon jakby zwariował. Zawiesił się i nie zarejestrował żadnego połączenia, ani wiadomości.

Szlag by trafił ten postęp i te telefony. 
Czy martwiłabym się tak, gdyby działo się to wszystko 20 lat temu. Pewnie nie. Czekałabym cierpliwie, bo przecież nie mogłabym zadzwonić, bo niby gdzie.

Przez ten cały stres i nakręcenie zjadłam w ciągu dnia 6, tak dokładnie sześć, pączków i pewnie zjadałabym więcej, gdybym tylko miała w domu.

A mój pesymizm w takich sytuacjach wykończy mnie kiedyś. Jak nic.
Histeryczka.
Choć na co dzień uchodzę za niepoprawną optymistkę...


P.S.
W tym czasie, gdy ja wychodziłam z siebie, Mężu próbował dodzwonić się do mnie i słyszał tylko ciszę w telefonie. Powiedział, że w którymś momencie pomyślał, że u nas się coś stało, bo żaden telefon nie odpowiada... 



13 komentarzy:

  1. ooo dokładnie wiem co czułaś. Mój W. kiedyś nie odbierał telefonu, a była już 20 i o tej porze zakład pracy już zamykają.O 21 po wykonaniu kilkudziesięciu telefonów wyruszyłam w stronę jego pracy idąc drogą, którą on zawsze chodzi. Rozglądałam się przy tym po każdym trawniku, bo bałam się że zasłabł czy cuś. O 22 byłam pod zakładem już prawie zapłakana , a W. sobie gada z innymi cały wesoły , a ja wyszłam na histeryczkę . wr.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobrażam sobie. Nie wiadomo czy się cieszyć, że "zguba" się znalazła czy udusić w afekcie za taki stres...
      Wykończyć się można przez takie niepokoje.

      Usuń
  2. mam tak samo , od razu czarne wizje, wypadki, kontuzje, śmierć, zawsze chwile grozy i wszystko sobie urajam jak szalona... -_-
    jak nie odbiera to daje mu 5 minut i znowu.. 30 połączeń.. :/
    pomału lecze się z tego i wydłużam czas ale to ciężkie hehehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze powtarzam sobie, że następnym razem nie dam się zwariować... Ale niestety... chyba już tego nie zmienię.
      Mogę jedynie próbować odwrócić uwagę od czarnych myśli;)

      Usuń
  3. O, ja mam to samo. A jestem wyjątkowo wyczulona na to. Zawsze mam wizje wypadku lub zaginięcia :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie też zaraz w takich sytuacjach czarne myśli ogarniają, najczarniejsze...

    OdpowiedzUsuń
  5. Też tak mam. Niestety moje czarnowidztwo ma swoje uzasadnienie:(

    OdpowiedzUsuń
  6. niezły stresik; też tak miewam :/

    OdpowiedzUsuń
  7. wszystko przez te telefony kom., ale co byśmy bez nich zrobiły?

    OdpowiedzUsuń
  8. O kochana mam tak samo.
    Zawsze kreślę jakieś dziwne scenariusze w głowie i nawet jak już wiem, że wszyscy są w domu bezpieczni to moja głowa dalej pracuje.Nie umiem tego w porę zatrzymać.Brrr na samą myśl.

    OdpowiedzUsuń
  9. Skąd ja to znam :) Mam podobnie. Mąż pewnego razu nie odbierał telefonu przez półtora dnia. A teraz gdy zima, wiadomo jakie myśli po głowie chodzą

    OdpowiedzUsuń
  10. Mój mąż jest kurierem, jest za kółkiem cały dzień. I mimo, że jest świetnym kierowcą, to gdy zdarza mu się nie odbierać telefonu mój umysł zaczyna płatać figle i układać tragiczne historię...

    Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas:)
Zapraszam ponownie;)