czwartek, 21 lutego 2013

Czy to koniec wózka?

Przez ostatnie miesiące, z racji wszechobecnego śniegu, wychodziliśmy na spacer bez wózka albo z sankami. Widocznie w tym czasie Bu odzwyczaił się od swego wehikułu. A ja głupia nie pomyślałam, że tak może być. Dziś rano Mąż odwiózł nas samochodem do sklepu i zostawił nam wózek.

Byłam przekonana, że do domu wrócę, tak jak za dawnych czasów, pchając przed sobą wózek z Maluchem.  Jak się okazało tylko ja miałam taki plan. Po krótkiej chwili siedzenia w swoim pojeździe Bu zażądał: "Bu tammm" i wskazał chodnik.
Centrum miasta, niedaleko ruchliwa ulica, a przed nami droga pod górkę. Nie było mi do śmiechu...
Ale poszliśmy. Oczywiście, jak to ostatnio bywało, Młody nie chciał podać mi ręki "Bu hammm*". Na początku ja pchałam wózek, a Maluch szedł obok trzymając się budki.
Było dobrze dopóki nie stwierdził, że "Bu hammm". OK. Szliśmy dalej. Bu "ciągnął" wózek, a ja z ukrycia pchałam. Na szczęście dobrzy ludzie, idący z naprzeciwka, schodzili nam z drogi. Mieliśmy naprawdę spory odcinek do pokonania. Raz zrobiliśmy przerwę, gdy Maluch zauważył kałużę. Wrócił, stanął w błocie, potupał i wrócił do naszej wspinaczki... Gdy doszliśmy do domu czułam się jak po wykonaniu jakiejś szczególnej misji. A Maluch po zjedzeniu drugiego śniadania zasnął po dwóch (!!!) minutach...

Ale daliśmy radę!
Witaj nowa ero. Czas samodzielnego chodzenia, rzekłabym nawet samodzielnego spacerowania.
Gdyby tylko Maluch zechciał podać rączkę, byłabym spokojniejsza.
A tak, idę i myślę, żeby tylko nie przyszło Mu do głowy gdzieś pobiec.
Muszę być czujna i działać jak błyskawica. Dziecko rośnie i zmienia się, a ja robię wszystko, żeby nadążyć...



*"hammm" oznacza "sam" i tylko to;)


15 komentarzy:

  1. No, to u nas jest dokładnie to samo. Tylko mój nie mówi, tylko pokazuje palcem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To chyba lepiej, że Bu już sam chce dreptać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że tak:)))) To duży krok do samodzielności:)

      Usuń
  3. no to zaczyna się epoka ganiania za dzidzią ;)

    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. u nas często spacery są wyzwaniem, bo synek od dawna nie akceptuje wózka, czasem też oszczędza swoje nogi kosztem moich rąk ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. powiem ci że u nas tez to samo a zaczęlo się jak juz zaczął sam łazić no i mógł to robić bez bólu jak biodro było zdrowe i lekarz pozwolił od tego czasu spacery bez wózka ale i skończyły się zakupy z dzieckiem do dalekich sklepów tylko pobliskie osiedlowe sklepiki i tak już zostanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety coś kosztem czegoś. Kiedyś wrzucałam Malucha do wózka i szliśmy tam gdzie miałam coś do załatwienia, a teraz już nie będzie tak łatwo. Ale najważniejsze, że dzieci chcą być samodzielne. Trzeba je w tym wspierać:)

      Usuń
  6. I u nas na nóżkach najchętniej!

    OdpowiedzUsuń
  7. trochę mnie to przeraża! to znaczy cudownie, że maluszki nam rosną i chcą być samodzielne, ale ten ogrom odpowiedzialności, przewidywania wszystkiego, błyskawicznych reakcji - to wszystko spoczywa na naszych matczynych barkach. A z tego co piszesz z każdym miesiącem jest coraz lepsza zabawa :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczynam rozumieć stwierdzenie "małe dziecko małe kłopoty, duże dziecko duże kłopoty";) Damy radę;)

      Usuń
  8. Ten blog posiada dużo informacji na ciekawe tematy

    OdpowiedzUsuń
  9. skąd ja to znam! wczoraj wzięłam wózek i zaczął nagle! ryczeć bo chce wyjść! jak nigdy! ale ostatnim czasem wózek był naprawdę nie używany .. w sumie to ciesze się.. :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. też się tego boję, wiosna niedaleko i się zacznie ganianie. Mój dzieć też woli na własnych nóżkach pobiegać, więc chyba nawet zmienię wózek na lżejszy (parasolka) co by nie być za bardzo uwiązana:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam o parasolce, ale nie wiem czy ma sens kupowanie jej, bo jeśli już wcale nie będzie chciał jeździć wózkiem to po co mi kolejny gadżet w domu;)

      Usuń
  11. Kubaa na wózkowym spacerze wytrzymuje w jedna stronę, w droge powrotną juz tylko na nogach. na szczęście on bez problemu trzyma się za rączkę, bo inaczej bym chyba umarła ze strachu.

    Rosną nam dzieciaki :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas:)
Zapraszam ponownie;)