czwartek, 28 lutego 2013

Badanie krwi cz.1

Dziś wybraliśmy się do punktu poboru krwi w celu wykonania badania morfologii Małemu Bu. Gdy trafiliśmy do poczekalni okazało się, że mimo późnej godziny, na badanie czeka około dziesięciu osób. Ponieważ Maluch był na czczo, nie chcąc wydłużać jego niepokoju, szybko wyszliśmy kierując się do innego punktu. Żałowałam bardzo, bo po ostatnim poborze z paluszka, bardzo miło wspominam panie z tego laboratorium. Wtedy, podczas nakłuwania i pobierania krwi, cały czas karmiłam Synka piersią.
Gdy weszliśmy do drugiego punktu, w poczekalni objawiła nam się starsza pani, która gdy tylko usłyszała komu należy pobrać krew wpadła w panikę.

Pierwsze na co zwróciłam uwagę, to fakt, że podczas rozmowy ręce jej drżały. Wyjaśniła, że do takiego badania potrzebne są dwie wykwalifikowane panie (!), bo jedna osoba musi trzymać probówkę. A ona jest sama. A poza tym dziecku trzeba mocno rączki rozgrzać. Jednak pani stwierdziła, że zrobi to, tylko będzie to bardzo długo trwać. Generalnie wszystko wydawało się strasznie skomplikowane. Zbladłam i głowa mnie rozbolała od tej atmosfery. A Maluch rozpłakał się, choć nie zostały podjęte jeszcze żadne kroki.

Wyszliśmy stamtąd szybciej niż weszliśmy. Ale nerwy już miałam w opałach, bo gdy tylko pomyślałam, że ta baba miałaby coś robić przy moim Dziecku to szlag mnie trafiał.
Zdecydowaliśmy się na jeszcze jeden punkt, ale już bez nastawienia, że trzeba załatwić to koniecznie tego dnia. W końcu Maluch musiał zjeść śniadanie.

Szybko udało nam się podejść do innego miejsca poboru. A pani z całym oprzyrządowaniem umiejętnie rozpoczęła konwersację z Maluchem:
- Lubisz klocki? A co budujesz z nich? A samochodziki? itp.
Skończyło się na tym, że Bu dobrowolnie podał rączkę i nie uronił żadnej łezki. Cała operacja trwała kilkadziesiąt sekund. Maluch wychodząc powiedział "do widzienia". A ja czułam ogromną wdzięczność do przemiłej pani.

Być może zbytnio panikuje. Pewnie jestem przewrażliwiona na punkcie swego Dziecka...

Po prostu nie wyobrażam sobie, żeby coś co można zrobić delikatnie i bezboleśnie, ktoś przez swą nieudolność spaprał i naraził przy tym Malucha na stres i ból. 

Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło. 



17 komentarzy:

  1. ehhhhhhhhhhh nie ma wykwalifikowana kadra.......... dobrze że w końcu trafiliście w odpowiednie miejsce!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Tyle jest bezrobotnych osób mających kwalifikacje, nie rozumiem czemu wciąż się zdarza spotkać tak niekompetentne osoby zatrudniane chyba za piękny uśmiech! Ale najważniejsze, że wszystko skończyło się happy endem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, taki kraj... Na każdym kroku taka kadra, w urzędach, szkołach, szpitalach... Szkoda gadać:/

      Usuń
  3. ależ istotne jest jak pobiera się krew małemu dziecku!od tego zależy czy będzie chciał iść na pobranie po raz kolejny.Wiem,że tak jest na przykładzie mojej córki...
    Dobrze ,że Wam się udało.Do 3 razy sztuka:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też sobie nie wyobrażam takiej sytuacji... Dobrze, że tak to się skończyło !

    OdpowiedzUsuń
  5. co za przygoda!!! ja też poszłabym z dala od takiej babeczki, której drżą ręce :P

    OdpowiedzUsuń
  6. To mieliście wielkie szczęście trafiając na tak miłą i kompetentną osobę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Najważniejsze, że nie płakał. A z jakiegoś konkretnego powodu robiliście to badanie? Mój jeszcze nigdy nie miał pobieranej krwi (tylko po porodzie).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz raczej profilaktycznie i z ciekawości.
      A pierwszy raz zrobiliśmy, gdy Mały miał 3-4 miesiące. Sami nie wpadlibyśmy na to i nasza niby dobra pediatra również nie, ale z powodu problemów z napięciem mięśniowym trafiliśmy do innego lekarza, który z miejsca dał nam skierowanie na morfologię i mocz i był w szoku, że jeszcze nie robiliśmy tych badań. Teraz zrobiliśmy jeszcze kał.

      Usuń
  8. dobrze, że trafiłaś na taką panią.

    Ja ide z Jaśkiem jutro lub we wtorek, ale mam stracha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia:) Grunt to trafić na dobrą osobę.

      Usuń
  9. Miałaś rację, że szukałaś odpowiedniego punktu... :)

    Majce pobierali krew z żyły w rączce, jak dorosłemu. Zamurowało mnie. 9. miesięcznej dziewczynce krew pobierać z przedramienia!!

    Potem nie mogliśmy zatamować krwi.
    Majka wrzeszczała, ja umorusana w jej krwi.
    Pielęgniarka mówiła - siądźcie, zaraz krew przestanie lecieć - i pobierała krew dalszym pacjentom.

    Chciałam krzyczeć, dzwonić po pogotowie!
    Majka się uspokoiła. Krew przestała lecieć.

    Na pewno tam nie wrócę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mojej Majce też pobierali grubą igłą w przychodni publicznej.I do tego nieumiejętnie pielegniarka wbiła jej igłę.Wrzeszczała wniebogłosy. Było to pół roku temu.
      A najgorsze,że w takich przychodniach to dzieci nie mają pierwszeństwa wejścia na pobranie!trzeba stać w kilometrowej kolejce. Tak nie powinno być.
      Nie wrócę tam nigdy.

      Usuń
    2. "Służba zdrowia", albo raczej "służba wnerwiania ludzi". Szkoda, że tak rzadko zdarza się ktoś z odpowiednim podejściem do dziecka. Poza tym, tak jak napisałaś, dzieci powinny być poza kolejnością. Dla nich to i tak duży stres przebywanie w takim miejscu.

      Usuń
    3. zgadzam się, ja zadzwoniłaam dzisiaj do przychodni aby się dowiedzieć jak to wyglada. Pani stwierdziła, że jedyne rozwiązanie jakie widzi to abym przyszła tuż przed końcem to może kolejka minie.

      Usuń
  10. To szczęście trafić na takich ludzi w środowisku lekarskim z takim fajnym podejściem do dziecka!

    OdpowiedzUsuń
  11. Dobija mnie służba zdrowia no dobija, pielęgniarka która nie umie pobrać krwi ręce opadają.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas:)
Zapraszam ponownie;)