wtorek, 29 stycznia 2013

Cierpliwość, lekiem na całe zło

Wiem, że pisałam niedawno, że lubię wszystkie pory roku, że nie przeszkadza mi śnieg, że lepimy bałwany, jeździmy na sankach i w ogóle ochy i achy...

Ale nie pisałam jak czasem trudno nam wyjść z domu. Ile czasu zajmuje mi schwytanie Bu, żeby najpierw zmienić Mu pieluchę.
Następnie przekonać, że idziemy na spacer, że będzie fajnie, spotkamy kota, ptaszka i bałwanka... Obiecać, że niedługo wrócimy i znowu będziemy bawić się samochodami. I w ogóle wyjście na dwór to sama przyjemność.
Potem przekonać do założenia swetra i ciepłych spodni.
Następnie odczekać kilka minut, żeby ponownie schwytać Uciekiniera zarzucić szalik i czapkę.
Znowu odczekać swoje.
Wcisnąć buty.
I na koniec najlepsze. Podstępem zwabić do nałożenia kurtki.
I jak już całą procedurę wypełnię, sama przy tym pocąc się jak klacz na wyścigach, możemy iść na śnieg. Samo zejście z Dzieckiem na rękach z drugiego piętra, w usztywnieniu z ciepłych kurtek, to już małe piwo.

Ostatnio miałam kryzys. Zamarzyła mi się tak brzydka pogoda, żeby nie można było wyjść. Ale niestety pogoda była odpowiednia na spacer... A sumienie nie pozwalało, żeby nie skorzystać. Rad nie rad, procedurę biegania z ubraniem na spacer, odczyniałam dzień w dzień.

Dopiero wczoraj wpadłam na pomysł, że nie będę przekonywać. Powiedziałam krótko "Bu idziemy na spacer", gdy Maluch zaprotestował odpowiedziałam "dobrze, pobaw się chwilę, ja czekam w pokoju obok i zaraz ubieramy się i wychodzimy". I co się stało, po kilku chwilach Bu przyszedł do mnie, wyciągnął rączki, przytulił się, a potem pokornie pozwolił ubrać. Nareszcie wyszłam na spacer całkiem spokojna i nie zziajana.

Potem był czas na drzemkę. Na sprzeciw wobec mojego "Bu idziemy teraz spać" powiedziałam "Synku idę do kuchni, gdy będziesz gotowy do spania zawołaj mnie", słyszałam jak przegląda książeczki, nuci coś sobie, a za parę chwil woła "mama pa" (mama spać). I tak po kilku chwilach przytulania Maluch usnął smacznie.

Może Ameryki nie odkryłam, ale kolejny raz przekonałam się, że tempo narzuca Dziecko, nie dorosły. A cierpliwość jest najlepszym doradcą.

15 komentarzy:

  1. I widzisz, jak fajnie ;) Bu sam wie, kiedy pójdzie na spacerek ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. no pieknie, i oby tak dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. znam temat z ubieraniem :/ :/ nie probowałam takiej techniki ale chyba muszę..chociaż dzisiaj na palcu zabwa ( pod śniegiem caly oczywiście ) pozwalałam na śniegowe igraszki, mówiąc, że zaraz idziemy i takie tam..całkiem spokojnie.jakbym nie wzięła go na ręce to pewnie bym tak dalej stała -_-
    a maly Bu mnie mega zaskoczył.. zwlaszcza z tą drzemką.. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas bywa podobnie na spacerach. Ale co zrobić, gdy dziecko jest takie ciekawe wszystkiego i wciąż mało mu odkrywania;P Ja również czekam cierpliwie, ale czasem, gdy jest już bardzo późno staram się odwrócić uwagę. Bywa, że to pomaga, a gdy nie pomaga czekam dalej...;)

      Usuń
  4. Łał! No proszę! Nie myślałam, że to tak zadziała. Gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń
  5. całkowita racja! i jak ta wiedza ułatwia życie! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No super :) U nas też są czasem cyrki przy ubieraniu, ale już nie takie jak kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękne sposoby, zapamiętam sobie, przydadzą się w przyszłości :)

    OdpowiedzUsuń
  8. super, gratuluję sukcesów.

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratulacje! Jeśli to zadziała na nieco dłużej to będzie łatwiej i małemu i mamusi :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Też bym nie przypuszczała, że zadziała, ale... super, gratuluję sposobu na małego Bu! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Gratulacje mamo !
    Bu to bardzo mądre dziecko i słucha mamy :D

    OdpowiedzUsuń
  12. dobre, muszę zapamiętać.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas:)
Zapraszam ponownie;)