czwartek, 13 grudnia 2012

Spory o jedzenie dla Malucha

Lubię spotkania rodzinne. Lubię biesiadę przy stolę oraz zajadanie się różnymi potrawami. Ale strasznie nie lubię jak przy takich okazjach, ktoś z rodziny usiłuje wmówić mi co ma jeść Moje Dziecko. Szczerze mówiąc, już na myśl o nadchodzących Świętach, uzbrajam się w mega cierpliwość. Zresztą w rodzinie Małżona dałam się już poznać od strony mniej korzystnej. U mnie już wiedzą, że potrafię jak lwica bronić swoich przekonań. Zwłaszcza w temacie jedzenia dla Synka.

Praktycznie od samego początku musiałam tłumaczyć wszem i wobec, że Mały Bu słodyczy nie jada. Jeszcze za czasów, gdy miał ledwie ze trzy miesiące toczyłam boje z prababką, że Mój Maluch jest wyłącznie na cycku i będzie tylko na nim jeszcze przez kilka miesięcy. Nie. Zrób Mu kisielek... Już nie wspomnę o sugestiach by dać, tak trochę tylko do polizania (?) kawałek ciasta czy mięsa. Nadal nie wiem po co.

Może jestem na tym tle przeczulona, ale strasznie wkurza mnie takie podejście. Dziecko to nie królik doświadczalny. Nie można wrzucać do takiego małego, delikatnego brzuszka wszystkiego co jedzą dorośli. I jeszcze idiotycznie tłumaczyć, że nic mu nie będzie od takiej małej ilości. W takim razie skoro taka mała ta ilość to po co dawać? Jaki to ma sens. Żadnego. A dziecko może mieć potem noc wyjętą z życiorysu z powodu bólu brzuszka. Już nie wspomnę o innych poważniejszych konsekwencjach.

Nie bez powodu zaczęłam robić domowe pieczywo i wiele innych domowych rzeczy. I nie bez powodu robię dla nas wszystkich zdrowsze i wartościowsze posiłki. Przy takim nawale chemicznego, przesłodzonego i przesolonego żarcia w sklepach, chciałabym, żeby Mój Syn jak najdłużej żywił się w miarę zdrowo. Poza tym chcę, zakrzewić w Nim zdrowe nawyki żywieniowe.

Już sobie wyobrażam kolejne nakłanianie przy stole do jedzenia rzeczy, których długo jeszcze Dziecku nie podam.

Nie chodzi o to, że jestem jakąś purytańską, domorosłą dietetyczką, bo czasem zjadamy coś niekoniecznie najzdrowszego. Chodzi o to, by szanować wybór rodziców. I nie traktować Dziecka jak maskotki, bo to tak miło wygląda jak mały osobnik ze smakiem wcina kolejną porcję ciasta. Szkoda tylko, że tak naprawdę jest to radość tylko dla babć. 
Staramy się nie przenosić naszych złych nawyków żywieniowych na Malucha. Wiem, że to zaowocuje w przyszłości. 


12 komentarzy:

  1. To Ty jesteś MATKĄ, to Ty decydujesz o swoim dziecku! Pamiętaj i nie dawaj się innym zwodzić!

    OdpowiedzUsuń
  2. oj znam to znam. Jedna "dobra ciocia" chciała dać mojemu synkowi ciasteczko jak jeszcze nie miał go czym pogryźć. Przy każdym spotkaniu rodzinnym ćwiczę asertywność ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. ufff jak się cieszę, że nie mam do czynienia z takimi " starszymi babciami " owszem wtrącanie się do tego co ma jeśc i zwłaszcza kiedy ( najlepiej co godzinę i to przez butelke , zwłaszcza OBIAD.. ) ale ucinałam krótko, że nie podając swoje argumenty na co spotykałam odpowiedź " no tak, teraz taka moda" .
    mój też słodyczy nie jada, zna TYLKO biszkopty i domowe ciasto, które ja robie, ew. ciasteczka, nic kupnego uważam, że ma czas i jeszcze naje się w życiu czekolady.
    ehhhhhhh

    OdpowiedzUsuń
  4. Każdy niech się zajmie swoim obejściem ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie to nawet się nie odważą nic sugerować, bo wiedzą, że moja odpowiedź byłaby mało dla nich przyjemna :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Co za ulga. Myślałam, że tylko ja taka jestem. Dziękuję Wam bardzo:)

    OdpowiedzUsuń
  7. zgadzam się w 100%! nie ma nic gorszego, niż znajomi/rodzina, którzy zawsze wiedzą lepiej co jest dobre dla naszego malucha, bo 'oni swoje dzieci odchowali i nic im od tego nie było'. My - mamuśki mamy swój styl życia, swoje przekonania, a także intuicję, która podpowiada nam co jest dobre dla naszych dzieci. i tego się musimy trzymać - akcja 'Asertywne święta' wkrótce się zacznie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tesciowie też nie pojmują kompletnie dlaczego moje dziecko ma nie zjeść sobie czekoladki?A ja tłumacze po raz n-ty, że nie i koniec, bo zwłaszcza teraz,cukier osłabia odporność dziecka i będzie mi chorować!Patrzą na mnie jak na wariatkę:)
    Doskonale Cię rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
  9. A ile ja już bojów stoczyła, a Majuś ma dopiero 7 m-cy. Jedną koleżankę "dobra rada w kwestii żywienia" przestałam zapraszać do domu i ograniczam spotkania jak tylko mogę. Nie wiem dlaczego do innych nie dociera, że jak się karmi piersią to do pewnego momentu jest to wyłącznie pierś. Słodyczy też zamierzam nie dawać, sama nie lubię, niestety mąż jest łasuchem i tu widzę źródło zagrożenia:(

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja również wolałbym unikać takich doradców. Niestety nie zawsze się udaje. Tym bardziej, że to najbliższa rodzina.
    A najbardziej irytuje mnie przekonanie tych wszystkowiedzących osób, że zadowolone dziecko to słodycze, góry słodkości, a najlepiej jakby przy tym chodziło z upacianą czekoladą buzią.
    Wystarczy jak dziecko zjada owoc. I w ten sposób i tak dostaje dużo węglowodanów. Poza tym cukier występuje w wielu pozornie niesłodkich produktach.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciężko jest delikatnie i bez nerwów stanowczo odpowiedzieć "NIE! Uszanujcie moją decyzję i nie wtrącajcie się w moje wychowanie (żywienie) dziecka." Kurde no! Ja uważam, że każdy (prawie) z tych dorosłych miał swoje 5 minut w wychowaniu dzieci i niech teraz tą przyjemność pozostawią nam mamą czy też młodym rodzicom!! U mnie noc stop się ktoś w coś wcina.. Szlag mnie trafia. U mnie jest ten problem, że nie mam "gadany" i zawsze wiem co odpowiedzieć jak już ten ktoś wyjdzie i na spokojnie przemyślę temat.

    OdpowiedzUsuń
  12. Bądź asertywna! :-)
    A jak to nie pomoże powiedz, że ma alergię ;-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas:)
Zapraszam ponownie;)