niedziela, 9 grudnia 2012

Gdzie rodzić?

Bardzo chcemy, żeby Mały Bu miał rodzeństwo. Nie podlega to żadnej dyskusji.
Już nawet mam wizję przyszłości.
Widzę oczami wyobraźni jak dwa owoce naszej miłości biegają między nami po plaży, bądź w trakcie wyprawy w góry.
Widzę, także jak obydwoje droczą się lub w kombinują coś razem w tajemnicy przed rodzicami. 
Widzę jak wszyscy fajnie bawimy się w jesienno-zimowe wieczory, jak jest wesoło i gwarno. Zawsze chciałam mieć co najmniej dwoje dzieci. I to marzenie chcę spełnić.

Tęsknie za okresem ciąży, bo kocham ten stan. Nigdy w życiu nie czułam się tak kobieco. Nigdy nie czułam się taka kompletna, taka pełna.
Jest tylko jedno ale, mam konkretne wymagania co do porodu. Nie chcę znowu rodzić byle jak i byle gdzie. Marzy mi się, żeby wszystko odbywało się według mojego tempa i moich potrzeb.

Ostatnio miałam okazję rozmawiać z moją położną środowiskową, która bardzo pomogła mi po porodzie. Pani K. prowadzi szkołę rodzenia i jest zagorzałą propagatorką naturalnego karmienia i porodu w zgodzie z naturą. Z bólem stwierdziła, że jej rady przekazywane na zajęciach w szkole, nijak mają się do rzeczywistości. Po porodzie dziewczyny skarżą się, że wszystko przebiegało inaczej niż chciały. Nikt nie respektuje planu porodu. Nikt nie respektuje tzw. standardu okołoporodowego wynikającego z przepisów rozporządzenia Ministra Zdrowia, określającego procedury postępowania w opiece nad kobietą i dzieckiem podczas ciąży fizjologicznej, fizjologicznego porodu, połogu oraz opieki nad noworodkiem (Dziennik Ustaw Nr 187 z dn. 7.10.2010 poz. 1259). Przepisy te weszły w życie z dniem 8 kwietnia 2011r.
I zastanawiam się czy w tej chorej szpitalnej mentalności hasło "rodzić po ludzku" coś zmieni. Przykro jest słyszeć, że wszystko i tak wygląda jak wcześniej. Liczę, że może zmieni się coś z odejściem na emeryturę starej kadry położniczej. Tylko ja już nie będę miała szansy przekonać się o tym.

Najbardziej irytuje mnie, że podczas porodu nie liczy się człowiek, nie liczy się sam cud narodzin, nie liczy się cud kobiecego ciała, które dokonuje tak wielkiego czynu. Liczy się natomiast czas i pośpiech. Jak w wielu sytuacjach współczesnego świata.

Chwilami zastanawiam się czy nie lepiej miały nasze babki rodząc w domu, gdy nikt nie zmuszał ich do niewygodnych i utrudniających poród rzeczy, tylko dlatego, że takie są procedury w szpitalu i tak się zawsze robiło.
Może lepiej byłoby rodzić w zaciszu domowym, gdzie czujemy się bezpiecznie, gdzie same możemy zadecydować, kto będzie przy nas w tak ważnym momencie. A co najważniejsze nie musimy obawiać się, że pojawi się jakaś pseudo-specjalistka twierdząca, że od wielu lat tak się robi i jest dobrze, że tylko ja się tak wymądrzam.



18 komentarzy:

  1. Teraz chyba można rodzić w domu ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można, ale jest niewiele położonych praktykujących porody w domu. W mieście, w którym obecnie mieszkamy nie ma takiej opcji. A np. w Warszawie jest tylko sześć pań zajmujących się tym.

      Usuń
    2. Ja chyba nie byłabym na tyle odważna, by zdecydować się na poród w domu... w szpitalu jednak jest cały sprzęt w razie "w" - i dla mamy i dla dziecka... a porody są różne i nigdy nie da się przewidzieć czy wszystko pójdzie jak "z płatka"

      Usuń
    3. Z tego co ustaliłam taki poród domowy jest dokładnie skonsultowany ze szpitalem, który w czasie porodu jest pod telefonem. Jest do tego celu przeznaczona specjalna linia tel. i jedna osoba czuwająca pod tym telefonem w razie jakiegoś wypadku. Podobno to wszystko jest dokładnie przygotowane na takie ewentualności. Ale czy tak jest rzeczywiście nie wiadomo.

      Usuń
    4. Biorąc pod uwagę, że do najbliższej porodówki mam 20km, ja bym się jednak nie zdecydowała... Może nie byłam w 100% zadowolona z "obsługi" na porodówce, ale tak czy siak, czułam się tam pewniej. Pierwszy poród był inny, drugi inny, trzeci pewnie też będzie inny i atmosfera za każdym razem też inna, bo dużo zależy od tego, na kogo akurat się trafi...

      Usuń
    5. No właśnie szkoda, że w takiej chwili tak wiele zależy od innych, a nie od nas samych. A przecież to jest nasz czas, i te "inne" osoby powinny dostosować się do nas, a nie my do nich.
      Trzymam kciuki za trzeci poród:)))

      Usuń
  2. Czytałam właśnie, że najważniejsze byle szybko...

    OdpowiedzUsuń
  3. mądrze napisane.
    To prawda u nas tez miało byc inaczej! ba! ja byłam pewna i spokojna bo wiem co i jak.. wyszło, jak wyszło..byle lepiej ale nie mi..
    Kolejny bobas w planach, co do porodu jestem mądrzejsza i wiem czego chce, obym tym razem też sie nie zawiodła..

    OdpowiedzUsuń
  4. Ano właśnie, ostatnio sama się nad tym zastanawiałam. Gdyby nie to, że mieszkam troszkę za daleko (w moim mniemaniu) od szpitala, to zdecydowałabym się na poród domowy. Mam nadzieję, że ten mój drugi poród będzie taki, jakiego sobie i dziecku życzę. Wyjdzie oczywiście w praniu. Zostało mi ok.7 tygodni. Mam natomiast plan, że kolejne, 3.dziecię urodzi się w domku :)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki za najbliższy poród i za następny w domu:))

      Usuń
  5. Ja bym się bała w domu, choć, mając takiego męża - przypuszczam, że byłby zdolny sam odebrać poród, tego typu sytuacje nie są aż takie straszne:)

    OdpowiedzUsuń
  6. My na razie rodzeństwa dla Zuzi nie planujemy, ale ja mój poród wspominam nie najgorzej. Do szkoły rodzenia nie chodziliśmy, a i tak poszło szybko i bez większych komplikacji - natura u nas zadziałała na pięć z plusem czego życzę wszystkim rodzącym :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiadomo,że sa plusy i minusy porodu w szpitalu i w domu. Ja na pewno nie zdecydowałabym się na poród w domu.Przedkładam dobro dzidziusia.Gdyby były, odpukać, jakieś komplikacje przy porodzie domowym, mamy rodzącej czy malutkiego i natychmiast okazałaby się potrzebna pomoc lekarza czy specjalistycznego sprzętu...Czasem liczą się sekundy. Z natury jestem optymistką, ale w tej kwestii mam inne podejście....

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozumiem co masz na myśli. Ja również raczej jestem optymistką. Jednak w obliczu informacji pojawiających się w mediach o błędach lekarzy i położnych przy porodzie (ostatni przykład bliźniaczek z Opola) mam wątpliwości czy personel medyczny pomaga czy też szkodzi zdrowiu malucha lub/i mamy. Już nie wspomnę o wielu przypadkach, które znam osobiście, gdzie dziewczyny po pierwszym i masakrycznym porodzie w szpitalu kategorycznie wzbraniają się przed kolejną ciążą. Dlatego nie wiem co lepsze.

    OdpowiedzUsuń
  9. ja nie wiem czy w domu czuła bym się lepiej rodząc hmm choć nie narzekam zbytnio na te porody choć łatwo nie było aj ale wiesz fajnie mieć dwójkę dzieci to zupełnie inny swiat zwłaszcza ten codzienny jak sie patrzy jak rodzeństwo się kocha ładnie bawi uczy się od strszego i zaraz się też tłuką :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak z rodzeństwem jest fajnie. Sama mam dwoje, starsze i młodsze to wiem z czym to się je. Dlatego moje dziecko też musi mieć kompana do zabawy i bijatyki;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Poród w domu to spore ryzyko zwłaszcza przy ciążach "dużych". Nasz Jaś miał ponad 4 kg kiedy się urodził. A poród się udał tylko dlatego że byłam w szpitalu i kiedy tętno gwałtownie zaczęło spadać lekarze natychmiast mogli zrobić cesarkę.
    Gdybym była w domu - z pewnością zanim przyjechałoby pogotowie i zabrałoby mnie do szpitala na cięcie byłoby już za późno...
    W marcu czeka mnie kolejny poród i ze względu na wysokie ryzyko pęknięcia macicy - kolejna cesarka (chociaż są tacy lekarze od których usłyszałam "no jeszcze zobaczymy jak pani urodzi"). Dlatego nie wyobrażam sobie porodu w domu. Nie wspominając, że jakoś sobie nie wyobrażam że taka "zamówiona położna" po porodzie sprząta po rodzącej wszystkie wyrzucone przez organizm "flaki"...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas:)
Zapraszam ponownie;)