niedziela, 30 grudnia 2012

Czasem milczenie jest złotem

Gdy oczami wyobraźni zabierałam się za wychowanie swego dziecka, czyli wtedy gdy tylko potwierdzono mi, że jestem w ciąży, miałam wiele pięknych, ambitnych planów.
Miałam być mądrą matką. Elastyczną. Fajną, wyluzowaną, choć jednocześnie wymagającą. W każdej sytuacji miałam wspierać swoje Dziecko, żeby miało poczucie bezpieczeństwa i miłości. A przede wszystkim zawsze mieć dla Niego dobre słowo.

Postanowiłam również, że nie popełnię tych samych błędów, jakie popełniali moi rodzice.

Nie pomyślcie sobie, że mam do swoich rodziców jakiś ogromny żal, że może skrzywdzili mnie jakoś. Kocham ich i jestem im bardzo wdzięczna za wszystko. Jestem z całkiem zwyczajnej rodziny. Po prostu kierowana wieloma, według mej subiektywnej oceny, niesprawiedliwościami, ze strony rodziców wymyśliłam, że będę inna. Przede wszystkim będę inaczej reagować w trudniejszych momentach. Chcę być rodzicem motywującym, a nie podcinaczem skrzydeł.

Z okresu mojego dzieciństwa i dorastania najbardziej irytowały mnie hasła powtarzane przez dorosłych: "a nie mówiłam/em", "tata, mama mówił/a, że to się tak skończy", "co ja do ciebie mówię", "to głupstwo, nie przejmuj się", "zachowujesz się okropnie", "ty zawsze tak", "ty nigdy", "taka duża dziewczynka, a boi się", "nie bój się", "to nie jest powód do płaczu", "zobacz jaka jest Kasia, Krysia, Marysia", "spójrz co narobiłaś", "nie starasz się" i takie tam różne szantaże emocjonalne, generalizowanie i destrukcyjne formułki powtarzane czasem chyba bez zastanowienia i być może bez złych intencji.

Mijają miesiące, Mój Maluch rośnie, pięknie rozwija się, a co za tym idzie co raz częściej buntuje. I wiadomo co dalej. Niestety. Scenariusze, których zarzekałam się, przytrafiały mi się nie raz. I co najbardziej mnie boli, przytrafiają się jeszcze czasem.

Walczę z tym. Wstyd mi, gdy chlapnę coś takiego. Gdy widzę u Męża podobne zapędy, które zauważam też w jego domu rodzinnym, od razu reaguję.

Szukam właściwych zachowań czytając obecnie książkę "Wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci" Adele Faber, Elaine Mazlish. Choć czasu wciąż mi brak, chłonę kartkę po kartce. Jako następna czeka "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły" tych samych autorek.
Ponieważ jeszcze nie skończyłam czytać pierwszej pozycji, powołam się na notkę widniejącą na odwrocie książki (gdy skończę czytać napiszę swoje przemyślenia):
"Książka wyróżniona został prestiżową Nagrodą Krzysztofa (Christopher Award) za afirmację najwyższych wartości duchowych człowieka. Autorki opowiadają w niej o tym, jak uczyły się ulepszać życie swoich rodzin. Korzystając z własnych doświadczeń, a także z doświadczeń innych rodziców, autorki przekazują - krok po kroku - wzruszające i przekonujące świadectwa takiego sposobu porozumiewania się rodziców z dziećmi, który pozwala obu stronom wyzwolić to, co najlepsze."
"W sposobie reagowania i używania języka - przekonują autorki - tkwią niezliczone możliwości i drogi budowania wzajemnego szacunku, zaufania i uczenia się odpowiedzialności."

Przyznam szczerze, że dopiero ta lektura otworzyła mi oczy, jak bardzo zakorzenione są we mnie pewne reakcje i stereotypy. Jak wiele razy szastam bezmyślnie słowami, które niczego nie zmieniają, a jedynie pogarszają już i tak trudną sytuację. Przykład, po co mówić do płaczącego dziecka "a nie mówiłam?" skoro to już niczego nie zmienia. Spadło z krzesła, płacze, pewnie boli go coś, więc lepiej przyznać, że noga, ręka czy coś innego, po prostu boli.
To co my dorośli lekceważymy, może być największym dramatem dziecka w danej chwili i mówienie "nie krzycz, to nic takiego" z całą pewnością nie polepsza sytuacji. Wręcz przeciwnie. Dziecko czuje się nierozumiane i niewspierane.
Od momentu, gdy zaczęłam sobie to uświadamiać, na wiele domowych sytuacji patrzę inaczej. Tak jakbym była w środku własnego Dziecka. To naprawdę działa. Ciekawa jestem co jeszcze odkryję czytając te poradniki (w międzyczasie czytuję też drugą książkę).
Wiem jedno, dzięki temu co już przeczytałam, nie będę rzucać bezmyślnie słowami. Czasem lepiej już nic nie mówić, niż powiedzieć coś, co jeszcze bardziej zrani Malucha.

14 komentarzy:

  1. Grunt, że jesteś świadoma i pracujesz nad sobą. To naprawdę duży kapitał!

    OdpowiedzUsuń
  2. O, jak i na mnie przyjdzie czas, to z chęcią przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też nie wiedziałam jak bardzo jest podobne moje zachowanie do zachowania mojej mamy w niektórych sytuacjach dopóki nie zostałam mamą i sama tego nie zauważyłam.

    OdpowiedzUsuń
  4. mam tak samo .. :/
    na szczęście łAPie się na tym i staram się postepować inaczej ale często jest za późno, bo emocje biorą góre :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Zachęciłaś i mnie do przeczytania.
    Mam od pewnego czasu ten sam problem. Chciałabym być mądrą matką a nie potrafię się czasem zachować.Mam problemy z oceną sytuacji. Normalnie opadają mi czasem ręce.Np wtedy gdy Ala gryzie i szczypie. Kiedyś nie wytrzymałam i też ją ugryzłam a potem przeczytałam, że to najgorsze co mogłam zrobić. Jeśli tłumaczę dziecku, że tak nie wolno to sama nie powinnam tak robić. A ja zwyczajnie nie wiem co w takich chwilach zrobić.
    A w jakim wieku jest twoje dziecko?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Synek ma ponad 21 miesięcy. Do tej pory potrafi mocno ugryźć lub szczypnąć. Raz się przytula, a za chwilę gryzie. Co najgorsze głównie mnie i to ciągle w to samo miejsce (na ramieniu). Przez pewien czas chodziłam z krwiakiem w tym miejscu. Wstyd się przyznać, ale kiedyś w afekcie też lekko kąsnęłam Go i rzeczywiście tylko pogorszyłam sytuację. Teraz staram się mieć refleks i szybko robię unik przed ewentualnym atakiem. A gdy nie zdążę to tłumaczę Mu tysięczny raz, że tak nie wolno, że to mnie bardzo boli. Mówię krótko. Nie argumentuję przesadnie. Krótki komunikat. "Nie wolno, bardzo boli". Ewentualnie powtarzam kilka razy.
      Niestety czasem dużo nerwów mnie to kosztuje:/

      Usuń
    2. P.S.
      Kiedyś czytałam, że w sytuacji, gdy dziecko chce uderzyć rączką, należy złapać je za tą rączkę i zdecydowanie przytrzymać mówiąc, że nie wolno. U nas zadziało kilka razy.

      Usuń
  6. Tak, racja, dlatego zawsze staram się zwracać uwagę na emocje mojego dziecka i gryźć w język zanim powiem "nic się nie stało"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak bardzo wbiłam sobie do głowy to gryzienie w język, że gdy słyszę u kogoś innego "nic się nie stało" to gotuje się we mnie.

      Usuń
  7. a widzisz, moja mama właśnie działała jak Twój polecany poradnik. tym samym ja działam jak moja mama! :)

    ach, dziecko, to taki mały człowiek.
    ma ręce, nogi i głowę. uczucia i emocje również!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ogromne szczęście:)
      Niestety jako dzieci chłoniemy wszystko jak gąbka, a potem ciężko jest wyeliminować u siebie to co się słyszało przez tyle lat.

      Usuń

Dziękuję za poświęcony czas:)
Zapraszam ponownie;)