wtorek, 13 listopada 2012

Mały Stary

Nie ma już chyba takiej rzeczy w domu, której mój Syn nie chciałby zbadać czy dotknąć. Konkretnie mam na myśli wszelkie urządzenia. Opróżniam zmywarkę rzuca wszystko, biegnie wyjmować rzeczy. To samo z pralką. Otwieram lodówkę Mały Bu pierwszy. I nie dlatego, że głodny, bo już to sprawdzałam parę razy. Stoi przy otwartych drzwiach, zimno Mu, ale nic, stoi dalej dopóki nie odpędzę go.

Do laptopów w domu podchodzi jak do swoich zabawek. Nic z tych rzeczy, że niby my się na to godzimy. Absolutnie. Można tak wielokrotnie odciągać go od kolorowego migającego sprzętu, a on niezrażony wraca, żeby nacisnąć choć jeden guziczek. A komputer taty potrafi wyłączyć bez mrugnięcia okiem. Przecież ten wielki guzik sam się o to prosi, żeby go nacisnąć, a potem znowu wcisnąć i znowu, i znowu...

Kluczyki od samochodu to już standard. Musi je mieć, choćby przez chwilę włączyć i wyłączyć centralny zamek lub światełko na kokpicie.

Piloty rozdaje rodzicom. Jak ma gest to poda po to, żeby starzy obejrzeli coś dla siebie, a jak nie to żąda włączenia bajek. Czasem, albo przypadkiem, albo taki mądry, sam sobie włączy na baję. Wie, który pilot od tv, a który od muzyki.
Telefony komórkowe to żadna czarna magia. Dzwoni dziadek, dzwoni babcia Mały Stary musi na chwilę dostać do ręki telefon. Przystawia do ucha i po swojemu halo, cześć, baba, dziadzio. A przy tym "gadaniu" chodzi po mieszkaniu niczym dorosły.

Rzucam hasło, że będę odkurzać, Mały Bu biegnie do drugiego pokoju. Siłuję się przy szafie i wygrzebuję odkurzacz i wlecze go do mnie.

I pomyśleć, że zanim Mały Bu stał się taki sprytny zarzekałam się, że moje dziecko nie będzie miało kontaktu z TV, z komputerami, telefonami czy pilotami.... Konsekwentna jestem tylko przy włącznikach i kontaktach, które solidnie pozabezpieczałam.

Albo ja zwariowałam z tym wszystkim, albo takie czasy i człowiek nie ma rady, musi pogodzić się z tym, że dziecko mając do czynienia z tymi wynalazkami chce je poznawać.

7 komentarzy:

  1. Chyba trzeba się pogodzić, masakra ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. To bardzo dobrze, że taki ciekawy. Jak inaczej ma poznać świat jak nie przez próbowanie, dotykanie, naciskanie itp. Oczywiście pod naszą kontrolą bo pomijając czyhające niebezpieczeństwa dzieciaczki pewnie nie odchodziłyby od TV czy komputera a na rachunki telefoniczne pewnie nie starczyłoby nam pensji :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Żyjemy w takich czasach, że nie da się odseparować dziecka od takich sprzętów ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Postęp technologiczny to jedno, a druga odwieczna kwestia to taka, że najlepiej bawić się wszystkim tym, co zabawką nie jest, a czym bawią się dorośli, ot co ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ha! u nas pilot jest najlepszą zabawką. I telefon :) Aż strach co to będzie jak mały zacznie się po chałupie przemieszczać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas czasami telefon był niezbędny podczas przebierania i zmiany pieluchy;)

      Usuń

Dziękuję za poświęcony czas:)
Zapraszam ponownie;)