środa, 14 listopada 2012

Jak się rodzi w Polsce

"Przede wszystkim kobiecie potrzebne jest poczucie bezpieczeństwa. Tak samo jak w miłości. Żeby móc się otworzyć, kobieta musi mieć zapewnione poczucie intymności, prywatności i szacunku. To wszystko razem składa się na poczucie bezpieczeństwa, które jest nieodzowne, jeśli poród ma przebiegać bez zakłóceń."
 
Beatrijs Smulders, holenderska położna



Zbliżając się do terminu porodu dużo czytałam i kombinowałam, żeby uniknąć nacinania krocza. Wtedy w swej naiwności sądziłam, że chcieć to móc i jak odpowiednio przygotuję się do tematu, to będę tym wyjątkiem, będę jedną wśród 10% kobiet w Polsce rodzących bez nacinania krocza. Przystąpiłam do przygotowań bardzo skrupulatnie. Zakupiłam olejek do masowania krocza Weleda. Ćwiczyłam mięśnie Kegla dzień w dzień po kilkadziesiąt powtórzeń. Ponadto przez całą ciążę dużo chodziłam, dużo ruszałam się, tańczyłam salsę oraz fitness dla kobiet w ciąży.

Dodatkowo do porodu przygotowałam się również od strony personalnej zadbałam o to by mieć obok położna rozsławioną w mieście, w którym rodziłam. Mąż miał czuwać nad naszym bezpieczeństwem i trzymać personel na wodzy. Rodziłam w szpitalu, w którym pracowała moja ginekolog. Tylko w dniu porodu niefortunnie nie było jej w pracy.

I nadszedł ten dzień, kiedy wylądowaliśmy w wiadomym celu w owym szpitalu. Poród przebiegał doskonale, tak mi się wtedy wydawało... Szybka piłka, o 10.20 byłam jeszcze na izbie przyjęć, a o 12.15 Malusi Bu leżał na moim brzuchu. Tak wiele osób mi zazdrościło, że tak łatwo i sprawnie poszło.

No poszło, poszło... Ale nie tak jak według mnie pójść powinno. Nie będę się rozpisywać o tym, że praktycznie cały poród byliśmy zostawieni sami z Mężem. Krążyłam po tej sali jak nakręcona, bo nie chciałam rodzić na leżąco. W swej naiwności (tak się naczytałam przed porodem) myślałam, że urodzę w takiej pozycji jaka będzie dla mnie odpowiednia i najwygodniejsza. W końcu, gdy pojawiła się położna to od razu zarządziła, że mam wejść na łóżko (prawie płaskie). Próbowałam dyskutować, ale jak można się domyślać, dyskusji nie było. Prawie leżałam. Parłam. Położna w tym czasie z dziesięć razy wychodziła. Po jakimś czasie przyszła z salową, która nie pytając mnie o zdanie naciskała mój brzuch od strony piersi. Krótko mówiąc wypychała Maleństwo jak z tubki. Wszystko odbywało się błyskawicznie. Nie miałam czasu pomyśleć nawet co się dzieje. Nie wiadomo skąd pojawił się lekarz, który nie raczył obdarzyć, ani mnie, ani mojego Męża choć krótkim spojrzeniem, o dzień dobry nie wspomnę. Podano mu nożyczki w wiadomym celu. Słyszałam jak mój Mężu oponuje, pyta czy to konieczne, że my nie chcemy. Bez żadnych ceregieli pan doktorek zrobił co zrobić miał. Wiadomo rutyna. Zaraz pojawił się Bu. Moja największa Radość w życiu.

W całym tym szczęściu chciałam im wszystkim stopy całować, bo przecież tak szybko urodziłam. Tak wtedy myślałam (hormony swoje zrobiły, może też trochę ogłupiły). Wiadoma rzecz, że mimo rozczarowań związanych z porodem, jest on najszczęśliwszym momentem w moim życiu.
Po porodzie jak to baba z babą rozmawiałam z innymi mamami. Matko, jak one zazdrościły mi tego szybkiego porodu.

Pytanie tylko czy szybki poród to dobry poród. Czy naciskanie na brzuch rodzącej to pomoc dla niej czy pomoc dla położnej, żeby odhaczyć kolejny poród i mieć z bańki. No i to nieszczęsne krocze. W tamtym momencie nie miałam sił kłócić się o to, bo chciałam jak najszybciej zobaczyć Dziecko, a poza tym ból i cała atmosfera wokół nie sprzyjała zastanawianiu się. A przecież przed porodem miałam inny plan. Przygotowywałam się do tego tygodniami. Zanim położono mnie na tym łóżku mówiłam położnej, że chcę uniknąć nacinania, że wykonywałam masaże, ćwiczenia. Kogo to obchodziło. Nikogo. Nikt nie dał mi szansy, żeby urodzić normalnie, bez naciskania, bez przyspieszania.

Według Światowej Organizacji Zdrowia nacięcie krocza ma swoje uzasadnienie tylko w przypadku 5-20 % porodów. Z tego co wyczytałam na stronie Rodzić po ludzku, nacięcie może być rozważane w przypadku: porodu pośladkowego, dystocji barkowej, konieczności zastosowania kleszczy lub próżniociągu, wyraźnych blizn po pęknięciu III lub IV stopnia podczas poprzednich porodów, poważnych wahań tętna płodu.  U mnie z całą pewnością nie występowała żadna z powyższych sytuacji. Poza tym moje Dziecko mieściło się w granicach normy jeśli chodzi o wagę urodzeniową ważył 3,5kg, czyli do olbrzyma Mu daleko było.
Według informacji znalezionych w necie wyczytałam, że w czasie porodu nacięcie krocza można zmniejszyć:
- poprzez głębokie, miarowe oddychanie przeponą,
- przyjmowanie pozycji kucznej lub stojącej (siła grawitacji, skurczu oraz same parcie główką dziecka powodują, że nie trzeba dodatkowo przeć),
- pomocne może być korzystanie z wanny – woda nie tylko zmniejsza ból, lecz również uelastycznia krocze,
- w drugiej fazie porodu należy pozwolić, by główka dziecka napinała i rozciągała powoli krocze bez potrzeby parcia matki,
- należy unikać pozycji półleżącej i leżącej!!! – istnieje wtedy największe zagrożenie pęknięcia krocza (trudniej jest wypychać dziecko pod górę),
- położna powinna obserwować krocze i kontrolować je tak, by główka dziecka nie spowodowała rozdarcia tkanek.
- ważna jest zarówno cierpliwość położnej jak i rodzącej, aby uniknąć zbyt silnego napierania.

A najgorsze jest to, że rozmawiałam z wieloma lekarzami na ten temat, i przed porodem i po, i każdy jeden patrzył na mnie jak na wariatkę, gdy mówiłam o masażu, o ćwiczeniach mięśni Kegla i o tym, że podobno można przy pierwszym porodzie uniknąć nacinania krocza.
Jedyne co udało mi się uniknąć w czasie porodu to podanie oksytocyny. Miałam warunki, by urodzić w łagodny spokojny sposób, o czym mówiła mi ginekolog kilka dni przed porodem. Gdy dotarłam do szpitala miałam 6cm rozwarcie. Gdyby tylko pozwolono mi rodzić tak jak chcę, jak podpowiada mi moje ciało. Może rodziłabym dłużej, ale byłoby to w zgodzie z naturą i bez chorych rytuałów bezdusznego i bezmyślnego personelu.

Na szczęście wszystko dobrze skończyło się, a ja mam najwspanialszego Synka na świecie.
Pewnie do następnego porodu przystąpię mądrzejsza, tylko czy to wystarczy?

16 komentarzy:

  1. Kto to wie... Byle szybciej, nie patrzą wogóle na rodzące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nic nie wiadomo, bo nie wiadomo na kogo się trafi.

      Usuń
  2. Mojego porodu wolę nie pamiętać. Też miałam wyciskanie Malucha z brzucha, ale to był najmniejszy problem. Nacięcia nie musiałam mieć, bo byłam tak porozrywana, że szycie trwało ponad 2 godziny. Komplikacje mam do dziś. Nigdy więcej nie zdecyduję się na kolejne dziecko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję bardzo:( Służba zdrowia w Polsce to jedna wielka masakra:(

      Usuń
  3. U nas poszło w półtorej godziny, ale tez z nacięciem. Na szczescie przynajmniej na brzuch mnie nie naciskali.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja miałam CC, ale i tak to najgorsze przeżycie jakie mnie spotkało kiedykolwiek.
    U każdej mojej znajomej rodzącej robili nacięcie. Ech.

    Kobiety, które dają w łapę są traktowane jak księżniczki. Je pewnie nie nacinają.

    Ja nie dałam. Mam zasady, a po drugie i tak nie miałam...

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie położna namawiała żebym wstała z łóżka, pochodziła, przysiady porobiła ... nie było takiej opcji - jak się raz położyłam to już nie wyobrażałam sobie wstać. Ale fakt, że gdybym chciała inną pozycję obrać to nikt nie miałby nic przeciwko.

    O to przecież chodzi - o danie nam prawa wyboru i respektowanie naszej decyzji.

    Nacięcie też miałam, ale jakoś przed porodem nie należałam do jego przeciwników (do zwolenników zresztą też nie).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę. Ja tak bardzo chciałam w jakiś inny sposób niż na tym starym, skrzypiącym łóżku.

      Usuń
  6. ja nawet nie chcę wspominać mojego porodu,na pewno nie czułam się komfortowo i bezpiecznie, położne były różne nie które wspaniałe, troskliwe inne oschłe i złośliwe. chyba jeszcze daleko naszym szpitalom do tego byśmy mogły rodzić po ludzku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopóki pracować będzie stara kadra to marne szanse, żeby było lepiej. Niestety.

      Usuń
  7. na izbie przyjęć około 10.40, a równo też o 12.15 urodziłam synka.
    Też z nacinaniem, bo mój babelek był sporym dzidziusiem i inaczej nie dało by rady..ale szybko pchał sie na świat, więc dzięki temu raz, dwa poszło.

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie 6 bitych godzin krzyku i zero znieczulenia, choć prosiłam. Z zasady nie daję w łapę, no i miałam, a właściwie nie miałam. Poza tym reszta ok, a nacięcie wcale nie było takie straszne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chodzi o to czy nacięcie krocza boli czy nie, tylko o to, że w Polsce nadużywa się tego zabiegu, a nie jest on konieczny przy każdym porodzie. 90% kobiet w Polsce przechodzi nacinanie. Czasem bez komplikacji, a czasem niestety po tym zabiegu są tylko problemy np. z nietrzymaniem moczu, dyskomfortem podczas współżycia i wiele innych. Taka niestety jest nasza służba zdrowia.

      Usuń
  9. A wiesz może czy endoproteza stawu biodrowego jest wskazaniem do cesarki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia. Może ginekolog powinien wypowiedzieć się w tym temacie.

      Usuń

Dziękuję za poświęcony czas:)
Zapraszam ponownie;)