czwartek, 11 października 2012

Napięcie mięśniowe u niemowląt i metoda Vojty

Napięcie mięśniowe u maluchów to temat, który towarzyszył nam od trzeciego miesiąca życia naszego Dziecka. I praktycznie towarzyszy nam wciąż. Zaczęło się od pierwszej wizyty u pediatry. Nasz Synek mając wtedy zaledwie 1,5 miesiąca nie dźwigał główki w pozycji na brzuszku. Poza tym w zbyt mało przybrał na wadze. Z miejsca dostaliśmy skierowanie do neurologa. Wtedy myślałam, że oznacza to coś najgorszego. To był szok i byłam naprawdę załamana. Początkowo chodziliśmy od lekarza do lekarza, aż w końcu wylądowaliśmy u lekarza specjalisty rehabilitacji. Faktem jest, że badanie odruchów naszego Syna wyglądało bardzo drastycznie. Pani dokto wykonywała tzw. wiatraczki, polegające na, mówiąc oględnie, chwytaniu Malucha w przeróżne sposoby (co najmniej pół metra nad leżanką) i ocenianiu jego odruchów. Jednak dzięki temu badaniu wreszcie dowiedziałam się w czym jest problem. I jak duży on jest i co można z tym zrobić. Swoją drogą dużo poczytałam na ten temat i w perspektywie kolejnego dziecka ta wiedza na pewno bardzo się przyda.

Przez pół roku nasz Mały Bu był rehabilitowany metodą Vojty. Dwa razy w tygodniu chodziliśmy do poradni na rehabilitację i masaż, a ponadto ćwiczenia musiałam wykonywać 4 razy dziennie w domu. Dziś patrząc na to z perspektywy czasu sama się sobie dziwię jak spokojnie przez to przeszliśmy i jak dobrze wszystko się poukładało. Co prawda do momentu, kiedy Mały nie zaczął samodzielnie chodzić, nie byłam jeszcze pewna czy rehabilitacja zadziałała i czy rzeczywiście miała sens. Ale teraz jestem już spokojna. Nasze Dziecko zaczęło śmigać w 15 miesiącu życia. Teraz mając 18 biega jak nakręcony. Myślę, że dla malucha rehabilitacja metodą Vojty może przynieść niebywałe efekty. Pod warunkiem, że jest prowadzona przez dobrego fizjoterapeutę. I co ważne, ta terapia nie jest wskazana dla każdego dziecka, u niektórych lepiej sprawdza się NDT Bobath. Duże szczęście, to trafić do odpowiedniego lekarza, który dobierze metodę rehabilitacji stosowną dla danego malucha.

Ponadto dzięki terapii widzę różnicę na tle innych dzieci. Przede wszystkim nasz Mały Bu ma świetną postawę. Siedząc nie garbi się. Ale nie da się ukryć, jest także bardzo ostrożny. Nie biega bez celu, nie wchodzi gdzie popadnie. Niestety myślę, że to akurat ta gorsza strona Vojty. Przypuszczam, że jednak Synek pamięta te ćwiczenia. Może się mylę, ale jakiś lęk pozostał. Chyba, że jest to kwestia temperamentu. Musi oswajać się z nowymi sytuacjami. Jednak, gdy już raz spróbuje np. jazdy na rowerku, tak potem zabawa mogłaby trwać bez końca. Zresztą obecnie jest w takim wieku, że najlepiej czuje się przy maminej nodze... Ale to już inna historia.



2 komentarze:

  1. Mój Maluch był rehabilitowany metodą NDT-BOBATH i też przyniosła niesamowite efekty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zetknęłam się z tą metodą. Często zaglądam też do książki Pawła Zawitkowskiego, który propaguje ten rodzaj rehabilitacji. My również stosowaliśmy parę elementów NDT Bobath.

      Usuń

Dziękuję za poświęcony czas:)
Zapraszam ponownie;)