wtorek, 30 października 2012

Błoto

Dziś podczas spaceru Mały Bu, usztywniony zimowym ubraniem, wywrócił się lądując buzią w błoto. Szybko podniosłam Go oczekując płaczu na całą ulicę. A On nic. Dalej biegł za gołębiami. Chyba gorzej przeżyłam to ja, bo jeszcze do niedawna byłam bardzo rozhisteryzowaną matką. Szczególnie jeśli chodzi o czystość i walkę z bakteriami. Gdyby przytrafiło się to przed wakacjami, biegłabym z Maluchem do domu, żeby Go wyszorować. A ponieważ mam za sobą tarzanie się w piaskownicy i sypanie pisakiem po głowie, to błotko mi niestraszne.

Nie zapomnę, gdy na początku lata, idąc z Bu przez plac zabaw, tłumaczyłam Mu, że nie może wejść do piaskownicy, bo nasypie Mu się do bucików... Spojrzenie innej matki, doglądającej własnych dzieci w piachu... bezcenne. Nie wiem jak ja sobie wyobrażałam dzieciństwo własnego Malucha. Że niby nie będzie babrał się w piachu? Że niby będzie siedział grzecznie obok mamy na ławeczce i patrzył jak inne dzieci budują cuda z piasku? Nie wiem. Na szczęście minione lato sprowadziło mnie z obłoków na ziemię, a raczej do piachu (jakkolwiek to zabrzmi). Niejednokrotnie wracając ze spaceru obydwoje byliśmy konkretnie upiaszczeni. Wielokrotnie miałam piach między zębami. Najwyraźniej można żyć z bakteriami i całym tym syfem, jaki znajduje się w piaskownicach. Inna sprawa, że po każdym takim spacerze robiliśmy kąpiel. Musiałam, bo nie byłabym sobą...

A teraz, jak widać, czas na błotko. Damy radę!

6 komentarzy:

  1. Jakby nie było, to lepiej niech się maluch w tym piasku i błotku wypapla ;) Zawsze jakieś pobudzanie układu immunologicznego jest ;-) Za dużo chuchać i dmuchać też nie można, bo inaczej będziemy mieli samych alergików na świecie ;))
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie nadal przeraża wizja dotykania przez Malucha piasku, w którym mógł się zwalić jakiś pies. Ale może do przyszłych wakacji dojrzeję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd ja to znam... Wszystko w swoim czasie;)

      Usuń
  3. Witam. Dzieki za odwiedzinki i zapraszam ponownie. Tutaj jestem po raz pierwszy ale będe zagladac i dodaje do obserwowanych.

    Ja jestem przeciwna sterylnemu chowaniu dzieci. Nie sterylizowałam butelek, smoczek jedynie opłukiwałam jak upadł. Teraz nawet tego nie robię. Wiadomo, że wszystko w granicach rozsądku, ale odrobina bakterii aż taka straszna nie jest, a wzmacnia odporność. Mój mały (tfu tfu)nie choruje i wszystko z nim ok.
    To prawda, że choćbyśmy nie wiem jak się starały to tak całkiem sterylnie się nie da. Zwłaszcza jak dziecko zaczyna raczkować , a potem chodzić i wszystko co napotka na swojej drodze bierze do dziubala:)

    Piaskownicę mamy na swoim podwórku, bo mieszkamy na wsi, piaskownica ma zamykany daszek więc u nas piasek na szczęście wolny od psich kup i sików :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Teraz ja również wrzuciłam na luz, ale na początku po prostu przedobrzyłam;) Intencje były dobre;) Ale po drodze zweryfikowałam swoje przekonania. I jest mi o niebo lżej;) Zazdroszczę własnej piaskownicy:) To duży komfort i nie trzeba znosić bagażu rzeczy niezbędnych z drugiego piętra...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas:)
Zapraszam ponownie;)