poniedziałek, 29 października 2012

Bezsenne wieczory

Gdy mamy dobry wieczór, jeszcze mały, ale już całkiem ciężki Bu, zasypia dosyć szybko. Kilka minut nucenia, przytulania i lekkiego kołysania i już odpływa. Ale, gdy zdarzy się nam gorszy wieczór, taki jak wczoraj, jesteśmy z mężem wypompowani. Godzina takiego usypiania to nie lada wyczyn. Jeśli przy okazji nie powarczymy ze starym na siebie to jest dobrze... No, ale nikt nie mówił, że będzie lekko, a wieczory z ukochanym zawsze romantyczne...

Od początku Mały Bu przyzwyczajony był do zasypiania w towarzystwie któregoś z rodziców. W pierwszych miesiącach, z racji karmienia piersią, zasypiał głównie przy cycu. Nic nie robiłam sobie z tego. Ba, nawet irytowały mnie dobre rady, aby nie pozwalać na drzemki w trakcie karmienia. Chciałam, żeby moje Dziecko miało dużo ciepła i bezpieczeństwa. Mały Bu zasypiał szybko, odkładałam go i po robocie. Dodam, że do trzeciego miesiąc życia spał ze swoimi starymi zajmując jedną połowę łóżka (chciałam, żeby było Mu maksymalnie komfortowo), a my na śledzika, drugą...

Zaczęło się od ząbkowania. Wiadomo Dziecko nie mogło zasnąć, był pobudzony, marudny. Ale jakoś to przeżyliśmy. Zresztą, takie hardcorowe wieczory na szczęście nie zdarzały się zbyt często. Bu rósł i Jego waga też. Nie byłabym sobą, gdybym nie próbowała czegoś zmienić. Poczytałam w necie na temat nauki samodzielnego zasypiania niemowląt. Zakupiłam też rozsławioną książkę Tracy Hogg "Język niemowląt". Owszem, sposoby usypiania wydają się proste. Na przykład. Tak pokrótce. Odkładasz dziecko, wracasz, gdy płacze, przytulasz, uspokajasz, odkładasz. Znowu płacze. Wracasz, przytulasz, uspokajasz, odkładasz. I tak do skutku. Albo, aż szlag człowieka trafi... Próbowałam to zastosować. Z tą różnicą, że nie miałam w sobie tyle siły, aby zostawić Syna, w sypialni i siedzieć w pokoju obok. Udało mi się kilka razy uśpić Bu, bez noszenia, ale w zamian byłam przy łóżeczku i głaskałam go po pleckach. Płakał, ale po jakimś czasie zasypiał. Kosztowało mnie to, zresztą nas wszystkich, dużo nerwów. Po kilku dniach siłowania się, wróciliśmy do kołysania, przytulania i śpiewania. I tak jest do dnia dzisiejszego.

Ostatecznie doszliśmy do wniosku, że Nasz Maluch i tak swoje wypłakał podczas rehabilitacji. Poza tym jego dzienne drzemki, często były przerywane, gdy trzeba było iść na ćwiczenia do przychodni. Usypianie ułatwiłam sobie w ten sposób, że nie noszę na rękach, tylko siedzę z Dzieckiem na piłce rehabilitacyjnej i lekko kołyszemy się. Po maksymalnie 10 minutach Mały Bu smacznie śpi. A od 10 miesiąca życia przesypia całe noce.

Może jestem zbyt miękka. Może pozwalam sobie wejść na głowę. Na szczęście rzadko zdarzają się nocne pobudki. A jeśli nasz Młodzieniec czasami chce, to w nocy pakuje się do naszego łóżka, co nie jest trudne, bo łóżeczko jest dosunięte do naszego i śpimy jak sardynki, we trójkę. Mimo obszernego łóżka, nie zawsze jest komfortowo, ale na pewno przytulnie i bezpiecznie. A przecież o poczucie bezpieczeństwa nam wszystkim chodzi.

P.S.
Coraz częściej Mały Bu zasypia sam leżąc z nami w łóżku. A ostatnio podczas "wędrówek" nocnych zasypia samodzielnie w łóżeczku.

2 komentarze:

  1. Ja tez próbowałam nauczyć małego zasypiać samemu ta metodą i nic z tego nie wyszło :( Niestety brakowało mi uporu w dążeniu do celu. Ale ptysiek zaczynał płakać od razu jak tylko wyszłam więc od razu musiałam wracac. serce mi się krajało i cierpliwości też brakowało więc mały standardowo lądował w wózku i tak bujany zasypia do dziś. Eh
    Miałam wrazenie, ze on pomysli, ze go nie kocha, ze go opuszczam zostawiając tak samego w łóżeczku.

    Ogólnie do 3 miesiaca zycia zasypial sam, ale potem w wyniku kolek i innych nieszczęśc nauczył się tego bujania.

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że na złe nie wyjdzie to naszym Maluchom. Wydaje mi się, że dzięki temu mają większy komfort i spokojny sen.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas:)
Zapraszam ponownie;)